ďťż
A w mediach polskojęzycznych dziś napisali/powiedzieli...

WIEĹťA WIDOKOWA JAGODA

Kolejny zbiorczy temat, założony w celu przeciwdziałaniu chaosowi tematycznemu na forum. Zamieszczać się staramy artykuły, opinie i komentarze z tak wybitnie propolskich mediów jak na przykład:
- TVN
- Gazeta Koszerna
- Der Dziennik
- inne szmatławce też mile widziane - zarówno z Polski jak i zagranicy.

Uwzględniamy także wypowiedzi szeroko pojętych autorytetów moralnych, dyżurnych moralizatorów itp.

Wątek będzie moderowany, ale bez przesadyzmów. Zasady są identyczne jak w przypadku tematu o homoseksualistach.


Liberalny kapitalistyczny szmatlawiec atakuje Kaczynskich


mamy scenę polityczną, na której żadna partia nie chce kapitalizmu bronić
jak to? To oni nie wiedzą, ze istnieje UPR, która zawsze, o każdej porze dnia, gotowa jest by walczyć z komunizmem? Gotowa jest zniszczyć komunistów. Zmiażdżyć tych wrednych, czerwonych śmierdzieli! Skopać ich po ryju! Zabić, zabić! Parszywe, wredne komuchy!

To oni nie wiedzą, ze istnieje UPR, która zawsze, o każdej porze dnia, gotowa jest by walczyć z komunizmem? Gotowa jest zniszczyć komunistów
UPR to akurat broni komunistow strzelajacych do gornikow i SBeckich emerytor...


zdzichu krotka pileczka: czy gadzasz sie z powyzszymi tezami Dziennika (tudziez czy zyczylbys sobie by zmiany szly w kierunku postulowanym przez autora)?

UPR to akurat broni komunistow strzelajacych do gornikow i SBeckich emerytor... No i broni ich właśnie dlatego, że są komuchami, że zabijali. To przecież takie proste.

Budyń - ja rozumiem, że to co piszesz to taki mały żarcik uwypuklający ale widać zdzisiek nie załapał. Tym się od zdziśka różnimy, że nie chcemy nikogo karać dlatego, że jest komuchem/gejem/zbieraczem złomu/pacyfistą/fanem hiphopu! Tak jakby karać za bycie debilem. Niech sobie wierzy w równość czy wartość dodaną - OK świat też jest dla idiotów. Ale jak łamie umowy, zabija itp. to wtedy karzemy.

Świetnie to zdzisiek zmanipulował i wykorzystał niewinny żarcik.
Teza z artykułu - w Polsce nie ma prokapitalistycznych partii.
Teza Budynia (troszkę się podłożył): jak to nie ma? UPR rozwala komuchów.
Teza zdziśka: nie rozwala bo naprawdę (i tu przykład).
Powstaje wrażenie jakby UPR była bandą hipokrytów - niby za wolnym rynkiem a tu nagle bronią komunistów. No pewnie. To, że UPR (przynajmniej Korwin) broni zasady odpowiedzialności przełożonych a nie wykonawców, że broni umów raz zawartych jest zapomniane. O tym zręczny zdzisiek nie mówi nic. zdzisław mówi o komunistach.
Mi jednak się wydaje, że gdyby to byli fanatyczni księgarze czy miłośnicy znaczków pocztowych to Corvinus mówiłby tak samo.
http://www.nop.org.pl/?artykul_id=609

O ile ten świat był by piękniejszy gdyby skini nie pomagali dzieciom...

PS powinien być specjalny temat "Tato, a Marcin Kornak powiedział..."
JKm ost odlatuje....jego pierdy w obronie zomowców to żenuła....

kurwa jak z niego taki legalista to niech do chuja pana zapina pasy

wkurwił mnie tym felietonem o zomo

Tym się od zdziśka różnimy, że nie chcemy nikogo karać dlatego, że jest komuchem/gejem/zbieraczem złomu/pacyfistą/fanem hiphopu!
Alez jestes tolerancyjny
Nikt nie karze za mysli bo nikt nie potrafi jeszcze ich kontrolowac.I tylko dlatego.Nie badzmy dziecmi.Kazdy rezim zwalcza poglady niepoprawne i to jest naturalne.Zreszta wielu prawicowych politykow mowilo o np.potrzebie cenzury


wkurwił mnie tym felietonem o zomo

mozna linka?
Bardzo dobry i rzeczowy artykuł w Der Dzienniku, z którym się zgadzam i popieram.
http://www.nczas.com/?a=show_article&id=3793

Stare polskie przysłowie mówi, dobry żart tynfa wart.

Na niemieckim poczuciu humoru nie zawiodłem się kolejny raz.

Tym razem "Tagesspigel" przypomnial, że ma dobry humor w stosunku do Polaków. Karykatura w "Der Tagesspiegel" przedstawia Angelę Merkel i Lecha Kaczyńskiego wśród mikrofonów. Pani kanclerz informuje dziennikarzy, osiągnięto kompromis, polegającym nie na podwójnej lecz na potrójnej większości.

"Pierwsza większość, to 55 procent wszystkich unijnych krajów, druga - to 65 procent ludności wspólnoty. Natomiast trzecia większość to 50 procent z pierwiastka zabitych podczas II wojny światowej".


http://pstragzpliszki.salon24.pl/20626,index.html

W gminie Radłów na Opolszczyźnie miejscowości jako pierwsze w kraju będą miały obok polskich także niemieckie nazwy.
Formalności w gminie i w MSWiA już załatwione. Teraz Radłow czeka na pieniądze, które w ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych, gwarantuje jej państwo.

Gmina jest już po konsultacjach społecznych, w których ponad połowa mieszkańców zaakceptowała używanie także niemieckiej nazwy ich miejscowości. Radni podjęli stosowną uchwałę, nazwy przeszły weryfikację komisji i gmina została przez ministerstwo wpisana do rejestru tych, w których będą używane niemieckie nazwy.


http://wiadomosci.gazeta....73,4312725.html
ech, przydałaby sie tam jakaś inicjatywa oddolna
http://www.tvn24.pl/769,1,szklo_kontaktowe.html
żart pierwsza klasa, ale szkoda że nie z sąsiadów z zachodu
to nie podpada przypadkiem pod jakiś paragraf?

http://www.tvn24.pl/769,1,szklo_kontaktowe.html
żart pierwsza klasa


Zajebiste

Musisz uaktualnić Flash Player'a do wersji min. 8.0.0
zydowski tvn

to nie podpada przypadkiem pod jakiś paragraf?

proponuje żebyś jutro z samego rana złożył zawiadomienie na komendzie

tu całość

http://www.youtube.com/watch?v=TygLWz2XrI8
już złożyłem
bawi mnie hipokryzja TVN 24, który równoczesnie rozpacza nad tym, ze Rydzyk obraził prezydenta, równolegle porównując go do Hitlera, bo zabronił marszu pedałów. Faktycznie 100% conservative punk ten joke. Może jakieś oświadczenie CP/DP przeciwko homofobii i faszyzmowi?

[ Dodano: 15-07-2007, 21:56 ]
tvn jest autorem tego filmu?? nie wiem czy ten "joke" jest conservative ale jak widać kilku konserwatywnych punków rozbawił

żeby było jasne mam w dupie tvn, ale szukanie wszędzie paragrafów i podpierdalanie na pały = 0% punk rocka

Może jakieś oświadczenie CP/DP przeciwko homofobii i faszyzmowi?
Taaa, tylko na to czekałem
oj, nie rozumiemy się cały czas

TVN nakręca kampanię przeciwko Rydzykowi, a równocześnie publikuje ten film - nie widzisz hipokryzji w tym? Z podpierdalaniem na pały oczywiście jestem przeciwny również, chyba nie trzeba tak oczywistych rzeczy pisać. Natomiast widzę w tym element totalnego zakłamania naszych mediów, tyle.
ameryki tym nie odkryłeś, inna sprawa czy katolik rydzyk to nie hipokryta? ale nie chce się wdawać w dalsze dyskusje, bo to mnie zupełnie nie interesuje, rozbawił mnie tylko ten filmik

pzdr

La Repubblica: Polska zmierza ku teokracji?
2007-07-22 19:13
* Polska to krajem cud gospodarczego z jednej strony, a z drugiej miejsce, nadal spore wpływy mają tu siły polityczne, próbujące ustanowić republikę teokratyczną, pierwszą w Zachodniej Europie.

"Witajcie w Polsce bliźniaków Kaczyńskich; pierwszej próbie ustanowienia republiki teokratycznej na Zachodzie; państwie, gdzie wielkie ekumeniczne marzenie papieża Wojtyły zepsuło się, przekształcając się w dziedzictwo zatrute przez niechęć i podejrzenia, gdzie wszyscy grzebią w przeszłości, która nigdy nie mija i odkopują wciąż nowych wrogów: Rosjan, Niemców, komunistów, gejów, Żydów, Europę" - pisze autor reportażu Andrea Bonanni. Obszerną relację otwiera wypowiedź wicepremiera Romana Giertycha dla włoskiej gazety: "Państwo powinno zagwarantować prawo do prawdy. A w kulturze europejskiej Bóg jest prawdą".

Zdaniem autora, kiedy spaceruje się po Warszawie można odnieść wrażenie, że "Polski są co najmniej dwie"; jak stwierdza - "dwa narody, które się ignorują i ignorując się legitymizują się nawzajem".

"Bardziej widoczna jest Polska cudu gospodarczego z jednym z najwyższych w Unii wskaźników wzrostu, walutą, która wciąż idzie w górę, także wobec euro, gwałtownie spadającym bezrobociem, rosnącą konsumpcją, luksusowymi sklepami, restauracjami, dyskotekami, pełną zapału młodzieżą, przygotowaną, kosmopolityczną, pozbawioną złudzeń, która patrzy na Europę nie w poszukiwaniu tożsamości, ale schronienia" - zauważa włoski publicysta informując o dwóch milionach Polaków, którzy wyemigrowali w ostatnich latach.

"Ale jest to także Polska indywidualizmu i braku zainteresowania, Polska, która nie głosuje i gardząc polityką pozwala na to, by druga połowa kraju pogrążała się w ruchomych piaskach wszechpanującej przeszłości" - pisze wysłannik rzymskiego dziennika.

Opisuje on między innymi swą wizytę w Toruniu, "przed bramą Radia Maryja". Podkreślając, że obecnie rozgłośnia znajduje się "w oku cyklonu" z powodu "antysemickich i ultrakonserwatywnych" wypowiedzi ojca Tadeusza Rydzyka, gazeta informuje o protestach na świecie i apelu polskich intelektualistów do przełożonego zgromadzenia redemptorystów o "położenie kresu skandalowi". Dodaje, że generał zakonu poprosił o czas do namysłu, bo - jak stwierdza Bonanni - "Rydzyk nie jest osobą, której łatwo się pozbyć".

"Nawet polski episkopat nie broni już zakonnika i jego radia" - podkreśla.

Jako kolebkę ultrakatolicyzmu publicysta przedstawia Lednicę, gdzie odbywają się spotkania organizowane przez ojca Jana Górę.

Wiele miejsca w swej relacji Andrea Bonanni poświęca na opis pracy Instytutu Pamięci Narodowej oraz dyskusji o lustracji. To w IPN - zauważa - "rząd bliźniaków K. przechowuje kolejny kawałek prawdy, który ciąży teraz nad polskim życiem niczym głaz" - pisze.

Nie ma zwrotu "Iran Europy"...
Słabo się stara nasz Bonnani, oj słabo.
Ultrakatolicyzm, ultrakonserwatyzm - zajebiste okreslenia.

Jak zwykle brak przykladow na rzekome dzialania majace na celu "ustanowienie republiki teokratycznej"
Przepraszam, ale co ten wyrobnik mieniacy sie dziennikarzem chcial w zasadzie powiedziec ? Bo poza krzykliwym tytulem nie ma tam nic, a juz na pewno nic co by usprawiedliwialo postawiona w tytule tezie... przyklad "oswieconego" jurnanlizmu

Pzdr.

* Polska to krajem cud gospodarczego z jednej strony, a z drugiej miejsce, nadal spore wpływy mają tu siły polityczne, próbujące ustanowić republikę teokratyczną, pierwszą w Zachodniej Europie.
Kurwa, po jakiemu to?
mnie najbardziej zabiło zdanie o Lednicy z całego tekstu.
Mnie też, po przeczytaniu zdania o Lednicy zacząłem wątpić czy to w ogóle jest na serio
mam nadzieję, że to dobry temat do umieszczenia tego linka:

http://grzelak.salon24.pl/index.html

Wg mnie naprawdę obrzydliwa manipulacja, na której mam zamiar jeszcze co nieco napisać. Może nawet poza blogiem, jak dobrze pójdzie.
temat dobry, acz o prowokacji rozmawialiśmy też tutaj:
http://www.conservativepu...opic.php?t=3037
drogi bronisław w natarciu

http://wiadomosci.gazeta....77,4339404.html
hm, ciekawqy wynik sondazu

SONDAŻ
Czy porównywanie Kaczyńskich do Putina jest uzasadnione?

73%
Nie (14715)

25%
Tak (4965)

2%
Może w jakimś minimalnym stopniu (492)
Przeczytajcie ten artykul michnika... poprostu brak słów osiągnął chyba najwyższy stan głupoty, choć pewnie jeszcze na wiele go stać...

I to jeszcze pisze dla El Pais
Dobry z niego Polak, zali się w zagranicznym brukowcu jak to w Polsce jest źle i tak się buduje nasz fałszywy wizerunek tworzony oczwiście tylko przez jedyne i odpowiednie osoby z jedynymi słusznymi poglądami.


Modlitwa o deszcz

Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją

Latem zeszłego roku marszałek Sejmu wezwał parlamentarzystów, by udali się do kaplicy w celu wzięcia udziału w modlitwie o deszcz, gdyż Polskę nawiedziła susza. Był to zapewne jedyny taki przypadek w dziejach europejskiego parlamentaryzmu. Podobnie rzadko zdarzało się w historii Unii Europejskiej, by szef jakiegoś rządu chciał umierać za system ważenia głosów.

Dlatego też po ostatnim szczycie brukselskim wielu cudzoziemców zapytywało: Co się stało z Polską?

Nadszedł moment, gdy Polacy muszą to pytanie postawić sobie samym. I muszą odpowiedzieć, że od czasu ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich Polska stała się innym krajem.

***

Z republiki demokratycznej - gdzie wszyscy obywatele mieli równe prawa, gdzie obowiązywała niezawisłość sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego, gdzie respektowano prawa człowieka i zasadę domniemania niewinności, gdzie monopol epoki komunizmu został zastąpiony pluralizmem w parlamencie, samorządzie lokalnym i mediach publicznych, gdzie kompromis i tolerancja były cnotami, a fanatyzm i mściwość pozostawały w niełasce, gdzie przystąpienie do Unii Europejskiej obchodzono jak święto narodowe - Polska staje się z wolna państwem, gdzie wszystkie te wartości i obyczaje zostają zakwestionowane.

Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją.

Nie znaczy to oczywiście, że Jarosław Kaczyński, lider rządzącej koalicji, jest faszystą czy komunistą. Nie znaczy to również, że w Polsce zlikwidowano wolną prasę, ogłoszono koniec wolnych wyborów, a opozycyjnych polityków uwięziono w twierdzy brzeskiej bądź osadzono w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Nie znaczy to też, że Kaczyński zechce jutro wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej lub doprowadzi do jej wykluczenia.

Jednak Jarosław Kaczyński konsekwentnie dążył do zaprowadzenia osobistego systemu rządów i osiągnął w tej materii sukces wprost zdumiewający - żaden szef rządu po 1989 r. nie dysponował taką władzą.

Dziś używa on tej władzy, by całkowicie odmienić system polityczny w Polsce i politykę polską wobec świata. Robi to skutecznie już blisko dwa lata, ciesząc się niezmiennie poparciem około jednej trzeciej wyborców. Jego politykę trzeba określić jako wielki sukces osobisty i katastrofę dla obozu polskiej demokracji. Wiele wskazuje, że obóz Kaczyńskiego, czyli Polski populistycznej, mimo okresowych zawirowań, zachowuje stabilność i może sprawować władzę przez następne sześć lat. Będzie to historyczna porażka Polski demokratycznej.

Polska populistyczna ma kilka twarzy. Istnieje ona od wielu lat, ale po raz pierwszy występuje w zwartym bloku koalicyjnym. Kaczyński zbudował koalicję z dwiema partiami, które wcześniej powszechnie uchodziły za wrogie porządkowi demokratycznemu, a które on sam uważał za szkodliwe i antypaństwowe. W katolickim fundamentalizmie LPR widział prostą drogę do dechrystianizacji Polski i rękę moskiewskiej agentury; o Samoobronie wypowiadał się równie krytycznie. Obie te partie - jedna z nich nawiązuje do tradycji przedwojennego faszyzmu polskiego, druga jest skrajnie populistyczną, awanturniczą i kryminalną wersją formacji postkomunistycznej - są z definicji wrogie Unii Europejskiej i systemowi jej wartości. Ich przedstawiciele wygłaszają pochwały gen. Franco i Salazara, walczą z teorią Darwina, żądają usunięcia z lektur szkolnych Goethego, Conrada i Dostojewskiego, dopuszczają się bezprzykładnych kłamstw na temat historii najnowszej i nikczemnych przestępstw kryminalnych.

W takim towarzystwie Kaczyński realizuje "rewolucję moralną" i "oczyszczanie państwa z nieprawości".

***

Nieprawości - zwłaszcza korupcyjnych - było niemało w epoce rządów SLD, poprzedzających zwycięstwo partii Kaczyńskiego. Tak jak historyczną zasługą przywódców formacji komunistycznej było przekonanie własnego elektoratu do Polski demokratycznej, rynkowej, suwerennej i prozachodniej, tak ich historyczną winą była tolerancja dla obyczaju zawłaszczenia państwa przez koterie partyjne i milczące przyzwolenie na korupcję. Co się tyczy przejmowania państwa przez koterie, partia Kaczyńskiego wespół z LPR i Samoobroną zdystansowała już postkomunistów o kilka długości. Rządząca koalicja poszła zresztą znacznie dalej - opanowanie instytucji publicznych (np. Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Narodowego Banku Polskiego, MSZ, Najwyższej Izby Kontroli, wielu spółek skarbu państwa) posunęła do patologicznej perfekcji. Prokuratura, służby specjalne i Instytut Pamięci Narodowej - dysponent akt komunistycznego aparatu bezpieczeństwa - zostały opanowane w całości. Stały się dyspozycyjne wobec rządu. Stały się instrumentem budowania państwa podejrzliwości i strachu.

Dziś w Polsce gdy ktokolwiek słyszy dzwonek do drzwi o szóstej rano, to - inaczej niż w sławnej deklaracji Churchilla - nie ma żadnej pewności, że jest to mleczarz. ( )

"Odzyskanie MSZ" - wedle trafnego określenia Kaczyńskiego - zapoczątkowało czystkę personalną, przeprowadzoną wedle najgorszych wzorów. To samo stało się w publicznej telewizji i w publicznym radiu.

Towarzyszy temu - typowa dla wszystkich populistów - retoryka spisku i zagrożenia. Oto Polską ostatnich kilkunastu lat - Polską demokratyczną i niepodległą - rządzić miał układ postkomunistyczny, który Polaków okradał i prowadził na manowce. Ten układ wyznawał w polityce zagranicznej filozofię "białej flagi", czyli kapitulanctwa i klientelizmu wobec państw obcych. Dlatego - zdaniem Kaczyńskiego - należało oczyścić polską dyplomację z tych, którzy, będąc wrogiem wewnętrznym, wysługiwali się wrogom zewnętrznym - Unii Europejskiej, a w szczególności Republice Federalnej Niemiec.

W tym, co piszę, nie ma śladu karykatury. Kaczyński traktuje Unię Europejską jako zagrożenie, jako sprytny manewr polityki niemieckiej, który ma uczynić z Niemiec dyktatora Europy i utorować im drogę do kolejnej - pokojowej - dominacji nad Polską. Kto sądzi inaczej, ten wkracza na terytorium potencjalnej zdrady narodowej. Bowiem dla Jarosława Kaczyńskiego Polska to tyle, co on sam - wraz z bratem i najbliższymi współpracownikami.

Brzmi to wszystko, jak najbardziej ponura wizja polskości kreślona przez Witolda Gombrowicza. Może właśnie dlatego Gombrowicz miał być usunięty ze spisu lektur szkolnych... Zważmy jednak - to nie jest głupota. To jest przemyślana arogancja wobec swoich i wobec obcych. Unia Europejska jest dla Kaczyńskiego dobra, gdy daje pieniądze i pozwala na sprzeciw wobec wrogiej Polsce polityki energetycznej Kremla. Jest natomiast zła, gdy pozwala sobie na krytyczne opinie wobec polityki rządzącej koalicji. Wtedy Angela Merkel staje się spadkobierczynią w prostej linii Adolfa Hitlera i winna się czuć odpowiedzialna, także finansowo, za zbrodnie nazistowskie. W sporze o sposób liczenia głosów okazało się, że gdyby nie Niemcy, Polska miałaby dziś 66 mln obywateli.

Właściwie - dodajmy dla sprawiedliwości - nie powinno to dziwić, skoro Kaczyński obwinia wszystkich swoich poprzedników o działania antynarodowe, atakuje w sposób nikczemny Bronisława Geremka, jednego z najbardziej szanowanych w świecie i zasłużonych dla Polski intelektualistów i polityków, a kierownictwo "Gazety Wyborczej" łączy z ideologią KPP i jakiś frakcji w PZPR...

Nie rozumiem, z jakich kompleksów - bo przecież nie z głupoty i niewiedzy - wynika ta agresja, która w każdym krytyku każe Kaczyńskiemu widzieć śmiertelnego wroga i zdrajcę narodu. I wolę tego nie dociekać.

***

Wśród zwolenników polityki Kaczyńskiego pojawiła się ostatnio myśl, że spór z Unią Europejską jest po prostu kontynuacją sporu z Polską demokratyczną, bowiem Unia Europejska jest zdominowana przez liberałów. Nie jest to myśl absurdalna - Unia stanowi rodzaj kotwicy dla wolności i ładu demokratycznego we wszystkich państwach członkowskich. Dlatego powtarzane przez Kaczyńskiego pomysły przywrócenia kary śmierci - choć są pustą demagogią - są też zapewne szczerym wyznaniem wiary, jakże miło wysłuchiwanym przez jego elektorat.

Żeby rządzić tak, jak chce rządzić Kaczyński, trzeba totalnie zakłamać i na nowo uformować pamięć zbiorową Polaków. Trzeba orzec, że bohaterowie polskiej historii najnowszej - Lech Wałęsa, Bronisław Geremek czy Tadeusz Mazowiecki - byli zdrajcami lub pomocnikami zdrajców. Trzeba nazwać polską pokojową transformację - największy sukces naszej polityki w XX wieku - aktem zdrady narodowej. Trzeba nauczyć Polaków strachu i totalnej nieufności wobec sąsiadów. I trzeba jeszcze nauczyć ich wiary w nieomylność nowego Wodza - Jarosława Kaczyńskiego. Jak znam przekorę Polaków - nie będzie to łatwe...

A jednak - myślę z melancholią - Polaków dogoniła ich przeszłość. Najpierw ta heroiczna - kiedy w latach opresji stawiali czoło zniewoleniu w imię swojej wspaniałej tradycji wolnościowej. Dziś jednak z wolna stają się naśladowcami swej złej przeszłości - warcholskiej i autorytarnej. W polskich dziejach była i taka tradycja.

Przez warcholstwo upadła Polska w XVIII w., tracąc swą państwowość na 120 lat. Autorytaryzm stał się znakiem II Rzeczypospolitej. Zrodzony był z populistycznego warcholstwa, które nie uznawało demokratycznych reguł państwa prawa i doprowadziło do zamordowania Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta niepodległej Rzeczypospolitej. Odpowiedzią na to stał się wojskowy zamach stanu i niedemokratyczne rządy znaczone fałszowanymi wyborami, procesami politycznymi, dyskryminacją mniejszości narodowych i filozofią dwóch wrogów - Niemiec Hitlera i Związku Sowieckiego Stalina. Wtedy ta filozofia była rezultatem rozpaczy zrodzonej z tragicznej geopolityki; dziś jest samobójczą głupotą.

Ale Polaków dopadła jeszcze druga przeszłość - Polski rządzonej przez komunistów. To wtedy wbito Polakom do głowy germanofobię i zasadę, że "jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem".

Polacy - śladem pamiętnego listu biskupów polskich do niemieckich, sygnowanego m.in. przez kardynała Wyszyńskiego i biskupa Wojtyłę - umieli powtórzyć za biskupami: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". To było wielkie zwycięstwo Polaków nad własną, przeklętą przeszłością - wyleczyć się z germanofobii.

Nie wyleczył się z niej szef polskiego rządu Jarosław Kaczyński. Jego sposób myślenia o polityce - tej wewnętrznej, i tej zagranicznej - jest może tym najsmutniejszym spadkiem po komunizmie, z którym Polacy muszą się dzisiaj zmagać.

***

Jednak to, co dzieje się w Polsce, nie jest fenomenem wyłącznie polskim. To dotyczy całej Europy postkomunistycznej, a klasycznym przykładem jest tu Rosja. Borys Jelcyn był konsekwentnym destruktorem komunizmu - i jego nieodrodnym dzieckiem. To on naznaczył na swego następcę Władimira Putina.

Zaś Putin stał się skutecznym realizatorem tego modelu transformacji, który wiedzie od komunizmu poprzez wolność, nieład i chaos do rozwiązań autorytarnych. Putin nie jest Stalinem ani Breżniewem, ale wciąż istnieje obawa, że stanie się wzorem dla autorytaryzmu po komunizmie. Kaczyński, choć sięga po retorykę konserwatywną, jest jego nieświadomym imitatorem.

Aleksander Smolar, wybitny polski filozof polityki, nazwał partię Kaczyńskiego "partią pamięci", w przeciwieństwie do "partii nadziei". Powiedzmy tedy, że jest to partia "złej pamięci" - polskiej i europejskiej. W ciągu ostatnich 50 lat Polska pokazywała zwykle światu to, co w niej najlepsze - Jana Pawła II, Wałęsę i "Solidarność", Miłosza i Gombrowicza, Kołakowskiego, Herberta i Wajdę, Lutosławskiego i Konwickiego, Balcerowicza i Szymborską, Kuronia, Mazowieckiego i Geremka. Nie chciałbym, by teraz zaczęła pokazywać światu to, co w niej najgorsze...

Czy pozostanie Polakom już tylko modlitwa - o deszcz zdrowego rozsądku?

Rozszerzona wersja artykuły, który wczoraj ukazał się w „El Pais”

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jak można być tak głupim jak michnik?

hm, ciekawqy wynik sondazu

SONDAŻ
Czy porównywanie Kaczyńskich do Putina jest uzasadnione?

73%
Nie (14715)

25%
Tak (4965)

2%
Może w jakimś minimalnym stopniu (492)


Bo kaczory nie dorastają do piet putinowi. On jest prawdziwym mężem stanu a nie jakimś konusem wojującym szabelką.
"atakuje w sposób nikczemny Bronisława Geremka, jednego z najbardziej szanowanych w świecie i zasłużonych dla Polski intelektualistów i polityków"

nic nowego..kaczory..wiadomo ..faszyzm w najczystszej formie

[ Dodano: 30-07-2007, 17:31 ]

Tak jak historyczną zasługą przywódców formacji komunistycznej było przekonanie własnego elektoratu do Polski demokratycznej, rynkowej, suwerennej i prozachodniej.

Rekord świata.
Pod ścianą stanie z pierwszą kulka Adam Michnik, za specyficzne poczucie humoru.Dostaje również wyróżnienie w kategorii obłudy i pseudopatriotycznej postawy, nagrodą będzie nacjonalizacja majątku na rzecz państwa polskiego.


Oto Polską ostatnich kilkunastu lat - Polską demokratyczną i niepodległą - rządzić miał układ postkomunistyczny, który Polaków okradał i prowadził na manowce. Ten układ wyznawał w polityce zagranicznej filozofię "białej flagi", czyli kapitulanctwa i klientelizmu wobec państw obcych.

A nie? Oczywiście nie ma żadnego układu, jest jak jest, z korupcją mamy do czynienia w każdym środowisku (oprócz michnikowego). Mafia w Polsce zajmuje się co najwyżej kradzieżą samochodów. Władze przez ostatnie 16 lat zajmowały nieustępliwe stanowisko w polityce zagranicznej, która dzięki temu była pasmem sukcesów.

Najważniejsze, to nie zapominać o doniosłej roli komunistów, którzy przez 45 lat przygotowywali ten tępy naród na przyjęcie demokracji. Dobrze,że ci wizjonerzy zdjęli Polakom klapki z oczu!
Michnik ty kurwo,

e tam, pod ściana, zamknijmy go na rok w willi, może byc nawet luksusowa, z łysiakiem i jakimś zapleczem psychiatrycznym, byleby nie wyleźli

e tam, pod ściana, zamknijmy go na rok w willi, może byc nawet luksusowa, z łysiakiem i jakimś zapleczem psychiatrycznym, byleby nie wyleźli
A nie lepiej zamknąć go na godzinę z dwoma napalonymi gorylami w klatce, on bardzo lubi pedałów i zwierzęta. Po takim czymś może łaskawie sam pozbawi społeczeństwo takiej wielkiej postaci jak Adam Michnik. I rzeczywiście nie będzie trzeba brudzić ściany i marnować amunicji na tą szmatę.

A nie lepiej zamknąć go na godzinę z dwoma napalonymi gorylami w klatce, on bardzo lubi pedałów i zwierzęta. Po takim czymś może łaskawie sam pozbawi społeczeństwo takiej wielkiej postaci jak Adam Michnik. I rzeczywiście nie będzie trzeba brudzić ściany i marnować amunicji na tą szmatę.
Jestes nieludzki Niektore pomysly forumowiczow sa wrecz godne potepienia jako pomysl sam w sobie. Ja nie wiem jakim trzeba byc degeneratem zeby wogole cos takiego zrodzic w swojej glowie...

Biedne goryle

Ciacho

A tak w ogóle to witam wszystkich. Śledzę forum od dłuższego czasu, ale nie mam nic ciekawego do powiedzenia to po chuj się wpisywać. Dzisiaj zobaczyłem coś co to zmieniło.

Ten fotoreportaż na onecie. Kurwa myślałem że AŻ tak nie pojadą antyamerykańsko i antyizraelsko. Lewacka propaganda po hardkorze...
Nie ten temat chyba,co nie zmienia faktu,że zdjęcia, zwłaszcza tych upośledzonych dzieciaków są mocne
Nie znalazłem lepszego tematu - a onet to chyba coś z grupą ITI ma wspólnego - więc tak czy siak antypolskie media Zdjęcia mocne - szkoda tylko że amerykańskich dzieciaków których tatusiowie też się Agent Orange nawdychali nie pokazali - pewnie dlatego że w stanach nie ma ośrodków gdzie trzymają takie dzieci po to żeby pokazywać wycieczkom szkolnym i "jaśnie oświeconym dziennikarzom z krajów zachodnich" jacy to źli byli amerykańscy imperialistyczni najeźdzcy.

Nie znaczy to oczywiście, że Jarosław Kaczyński (...) jest faszystą czy komunistą.

Jak to nie?

ps. Szombierek, poryło Cię? jeszcze tylko tego brakowało, żeby goryle domagały się prawa głosu i walczyły o tolerancyjną unie europejską...
Polecam gorąco, bo to perełka prześlicznej urody. Skąd? A skąd by miała być jak nie z Gazety Wyborczej. Okazuje się, ze ten periodyk potrafi wspiąć się na wyżyny prawdziwego absurdu i przebić to, co my o nim piszemy w niewybrednych żartach.

Voila



Patriotyzm jest jak rasizm
Tomasz Żuradzki*
2007-08-17, ostatnia aktualizacja 2007-08-16 17:14

Patriotyzm nie ma żadnego uzasadnienia moralnego - jest zbędnym reliktem przeszłości, pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne wiodły wojny o terytorium, żywność i kobiety
W środę pod moimi oknami przedefilowały setki ludzi wyszkolonych do zabijania innych ludzi. Przejechały dziesiątki pojazdów skonstruowanych w ten sposób, by jak najskuteczniej niszczyć inne pojazdy i eliminować ich kierowców. Przeleciało kilka samolotów przeznaczonych do walki z innymi samolotami i zrzucania śmiercionośnych bomb. Impreza zgromadziła tłumy: tatusiowie w podnieceniu robili zdjęcia, mamy próbowały choćby na chwilę usadzić swoje pociechy na krawędzi prawdziwego wozu bojowego - maszyny do zabijania, która w ciągu sekundy może rozwalić dziesiątki naszych wrogów.

Zauroczeni przemocą

Powiedzmy wprost: fascynacja militariami to smutny relikt naszej ewolucji i przeszłości plemiennej. Krwawe porachunki między grupami konkurującymi o terytorium, żywność i kobiety nie są typowe wyłącznie dla homo sapiens - większość naczelnych jest równie brutalna jak ludzie, a przemoc stosuje przede wszystkim wobec członków innych grup. To właśnie po małpach odziedziczyliśmy te cechy, które owocują tak dziś gloryfikowanym przez prawicę egoizmem plemiennym czy narodowym.

Ta prawicowa fascynacja skłonnością do przemocy - elementem niewątpliwie zwierzęcym w człowieku - zawsze wprawiała mnie w zdumienie. Tym bardziej że wydaje się całkowicie sprzeczna z deklarowanym jednocześnie przywiązaniem do etyki chrześcijańskiej, która stara się oddzielić człowieka od reszty świata przyrody maksymalnie grubą kreską, a samą przemoc - nawet w stosunku do wrogów - potępia z całą surowością.

Choć potrafię zrozumieć tę dziką ekscytację, jaką maszyny do zabijania wzbudzają u większości ludzi (przyznajmy ze wstydem: głównie mężczyzn), to nie potrafię pojąć, dlaczego jest ona nie tylko tolerowana, ale i promowana przez państwo. Wydaje się przecież, że masowa ekstaza warszawiaków na widok kilku maszyn do zabijania oraz wyjątkowe poważanie, z jakim traktuje się żołnierzy - ludzi, którzy dobrowolnie chcą zabijać innych - to jaskrawy przykład kultywowania skłonności morderczych. To tak, jakbyśmy zbiorowo podziwiali ociekającą krwią piłę, którą jakiś zwyrodniały morderca poćwiartował swoją ofiarę. I tak, jakby była ona wożona w specjalnej gablocie przez centrum stolicy na koszt państwa i ku uciesze gawiedzi.

Nie wiem, czy którekolwiek z urządzeń prezentowanych w Alejach Ujazdowskich było w rzeczywistości wykorzystywane do zabijania ludzi. Ale gdyby którąś z armat opatrzono tabliczką: "Z tego oto działa nasi dzielni chłopcy zabili tysiąc talibów" - nie wątpię, że właśnie ona cieszyłaby się szczególnym powodzeniem wśród przechodniów. Wzorowi tatusiowie-patrioci kazaliby synom pozować na jej tle, a mamusie - równie gorące patriotki - zwracałyby uwagę córek na przystojnych żołnierzy, którzy własnoręcznie odpalali to cudo, które rozrywało na strzępy i wypruwało wnętrzności z naszych wrogów.

Moralność egoizmu narodowego

Parada to tylko zabawa - mógłby ktoś odpowiedzieć. A zabawa, jak to zabawa, jest bezmyślna. Jest ucieczką od refleksji i odpowiedzialności. Jeśli jednak spojrzymy na środową defiladę z moralnego punktu widzenia (a nie oczami pięciolatka zafascynowanego kolekcją żołnierzyków), musi ona wydać się nam czymś wyjątkowo odrażającym. Zakładając oczywiście, że nie utożsamiamy moralności z regułami zachowania, które najlepiej służą przetrwaniu naszych genów.

Z bezstronnego punktu widzenia, który charakteryzuje myślenie moralne, patriotyczne uniesienia i przedkładanie zobowiązań wobec jednych ludzi nad zobowiązania wobec innych tylko dlatego, że akurat żyją na niewłaściwym skrawku ziemi, są jak rasizm. Różne traktowanie ludzi ze względu na ich kolor skóry nie różni się niczym od różnicowania ich na podstawie miejsca zamieszkania. To, co liczy się przy moralnej ocenie postępowania, to obiektywny stan świata, a nie rezultat oglądany z takiego czy innego partykularnego punktu widzenia. Dlatego granice państw nie wyznaczają granic naszych zobowiązań moralnych, a życie każdego człowieka powinno posiadać dla nas taką samą wartość - bez względu na to, czy ów człowiek jest czarny, czy biały, czy mieszka po tej stronie Odry czy po drugiej. Patriotyzm nie ma żadnego uzasadnienia moralnego - jest zbędnym reliktem przeszłości, pozostałością po dawno zapomnianych sposobach życia. A przedkładanie interesów obywateli państwa, w którym akurat żyjemy, ponad interes pozostałych ludzi jest poważnym występkiem moralnym.

Peter Singer, etyk z Princeton, w wydanej niedawno po polsku książce "Jeden świat" zwrócił uwagę, że w czasach, w których przyszło nam żyć, patriotyzm może też prowadzić do katastrofalnych skutków praktycznych - m.in. z powodu zmian klimatycznych, globalizacji czy zagrożenia terroryzmem.

Singer pisze, że żyjemy w świecie, w którym mamy tylko jedną atmosferę, jedną ekonomię, jedno prawo i stanowimy jedną wspólnotę. Efekt cieplarniany wywołany przez emisję dwutlenku węgla w krajach Zachodu może doprowadzić do katastrofalnych powodzi w Bangladeszu, w wyniku których zginą tysiące ludzi. Podobnie jest z gospodarką: subsydiowanie produkcji rolnej przez Unię Europejską może w krajach Afryki pociągnąć za sobą śmierć tysięcy ludzi na łatwo wyleczalne choroby. Nie umieraliby tak łatwo, gdyby ich kraje miały za co kupić lekarstwa. Ale pieniędzy nie mają, bo jedyny produkt, który mogłyby eksportować do Europy, to żywność, przed którą się bronimy niesieni patriotycznymi zrywem do popierania tego, co "nasze". Patriotyzm nie jest więc zawsze - jakby się wydawało na pierwszy rzut oka - postawą niewinną i chwalebną, które winniśmy w sobie pielęgnować i bezkrytycznie krzewić wśród dzieci. Czasami nie różni się niczym od najkrwawszych form egoizmu narodowego czy rasizmu. Typowy patriota to ktoś, kto nie jest w stanie zgodzić się na drobną nawet niedogodność dla swojej wspólnoty, by ratować czyjeś życie w odległym kraju.

Ci, którzy twierdzą, że z moralnego punktu widzenia patriotyzm jest postawą pożądaną, muszą uznawać, że wartość życia człowieka zmienia się wraz z jego narodowością. Skoro jestem Polakiem, to nie muszę poważać Niemców. Afrykańczycy zaś mogą mrzeć jak muchy - nie ruszy mnie to, bo są daleko i nie z mojego plemienia. Taka postawa przeczy jednak tezie, że moralność i sprawiedliwość nie powinny padać ofiarą różnic narodowych, które są odbiciem przypadkowych układów plemiennych sprzed setek i tysięcy lat. Czy fakt, że kilka tysięcy lat temu jedno plemię osiedliło się nad rzeką, a drugie w górach, ma mieć teraz wpływ na to, czyje życie przedkładam nad inne - tych znad rzeki nad tych z gór, albo odwrotnie?

Podział świata na państwa narodowe jest przypadkowym i krótkim epizodem w dziejach ludzkości - istnieje nie dłużej niż jakieś 150 lat. Współczesny model patriotyzmu, do którego odwołują się polscy przywódcy, powstał w końcu XIX wieku, kiedy masy zaczęły wkraczać na scenę polityczną i uświadamiać sobie, że są akurat Polakami, a nie po prostu "tutejszymi". Cześć powstających wówczas partii politycznych (na ziemiach polskich była to przede wszystkim Narodowa Demokracja) postanowiła wykorzystać najniższe instynkty owego niewykształconego ludu - nienawiść do wszystkiego, co inne i obce. W tym sensie nowoczesny patriotyzm jest równolatkiem nowoczesnego antysemityzmu.

Nowy cud nad Wisłą

W XX wieku największe pokazy potęgi militarnej urządzały zbrodnicze dyktatury - komunistyczne i faszystowskie. Dziś defilady wojskowe są nieodłącznym elementem autorytarnych rządów Putina. Od środy stały także znakiem rozpoznawczym karykaturalnych rządów naszych bliźniaków. Państwo, które nie jest w stanie zbudować ani kilometra równej autostrady, nie jest w stanie rozwiązać problemów służby zdrowia, ba, nie jest w stanie uchwalić nawet poprawnej ustawy lustracyjnej, urządziło ludowi igrzyska.

Z pragmatycznego punktu widzenia, który ostatnio staje się jedynym sposobem patrzenia na sprawy publiczne przez rządzących, jest to jakoś zrozumiałe. Z braku jakichkolwiek innych osiągnięć defilada była niewątpliwym sukcesem. Żaden samolot nie spadł. Nie wystrzelił przypadkowo żaden czołg. Żaden żołnierz z nudów nie pociągnął za spust pistoletu. To prawie jak kolejny cud nad Wisłą. Można ogłosić w TVP, że IV RP to pasmo sukcesów.

Przynajmniej w organizowaniu imprez plenerowych.

*Tomasz Żuradzki - filozof i politolog, absolwent UJ i London School of Economics, przygotowuje doktorat z etyki

Źródło: Gazeta Wyborcza


Źródło: http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4393674.html

I jak? Dla mnie 10 punktów na 10... nie ma chuja we wsi! Zapamiętajcie: Tomasz Żuradzki - ten pan może nam dostarczyć jeszcze wiele radości

Zdrówka życzę
Nie mialem w lapie papierowej wyborczej juz od dosc dawna-ale nie przypuszczalem ze jest az tak zle z tym `najbardziej opiniotwórczym` dziennikiem.

`nam nie jest wszystko jedno`
O chuj, jeden z lepszych tekstów z Wyborczej jakie czytałem


To poważnie poszło w papierowym wydaniu?

Nie wiem. znalazłem to na portalu gazetawyborcza.pl, a nie gazeta.pl, więc chyba tak. Żałuje tylko, że nie pierdolnęli tego klocka 1 sierpnia, bo jakby to kombatanci AK przeczytali, to wjechali by im do tego kurnika Kubusiem i pokazali na czym polega taktyka spalonej ziemi.

Bez kitu nie spodziewałem się, że czopy z GazWyba zdobędą się na to, żeby pierdolnąć coś takiego w sierpniu. Niedługo po rocznicy Powstania, tuż po rocznicy Bitwy Warszawskiej i przed 1 września. Jeżeli oni sądzą, że ktoś poza jakimiś klinicznymi lewakami łyknie ten tekst, to znaczy, że całkowicie stracili poczucie rzeczywistości. To jest piękny strzał do własnej bramy. Gazeto! Wierni fani czekają na kolejne objawienia pana Tomka! Oby jak najwięcej.

Zdrówka życzę
nie wiem gdzie wrzucic, a nie chce zakladac nowego tematu.
paranoja.
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

a moze juz bylo?

Ta prawicowa fascynacja skłonnością do przemocy - elementem niewątpliwie zwierzęcym w człowieku - zawsze wprawiała mnie w zdumienie.
Ładnie ma ten kolo nasrane.

Ładnie ma ten kolo nasrane.

Swoją drogą to jest niezła ciekawostka z tym artykyłem. Prześledziłem w Googlach "karierę" tego całego Tomaszka Żuradzkiego na łamach GW i okazuje się, że do niedawna pisał o takich pasjonujących kwestiach jak np. remonty ulic Warszawskich, nowinki ze świata nauki w zakresie pozyskiwania źródeł energii, niszczeniu organów kościelnych w Lubece etc. Mówiąc krótko kolo był zwykłym szeregowym dziennikarzyną piszącym akurat o tym co mu naczelny podrzucił. Aż tu nagle zamienił się w szanowanego felietonistę, który jest lansowany przez GW na kolejny "autorytet" (przynajmniej na to wygląda sądząc po wymienianiu "rozlicznych osiągnięć naukowych" autora na końcu artykułu). Słabo? Nie słabo! GW jak za dawnych, dobrych lat.

Zdrówka życzę

Z bezstronnego punktu widzenia, który charakteryzuje myślenie moralne, patriotyczne uniesienia i przedkładanie zobowiązań wobec jednych ludzi nad zobowiązania wobec innych tylko dlatego, że akurat żyją na niewłaściwym skrawku ziemi, są jak rasizm
Taaa, kurwa z bezstronnego

Ot, cała wyborcza

redłocz jak nic
Żakowski czuje chyba czyjś oddech na plecach

Kandydat jak dla mnie do corocznej statuetki cp/dp w kategori bezstronna opinia.
Oż kurwa. Nie wierzę, że można z własnej inicjatywy takiego gniota napisać.
Znając życie, to zaraz się zaczną tłumaczyć, że to wcale nie jest linia programowa GW, ale jako neutralny światopoglądowo dziennik chcą przedstawiać różne punkty widzenia

A ja się zgadzam z tezami dr Żuradzkiego. Czasami, jak sobie pomyślę o ojczyźnie, jak mnie taka patriotyczna zaduma złapie to jaaak byyyymmm jeeeebnąąąąłłłł w ryyyyjjjj!!! I z basi w ten niemiecki łeb, i z kopa w haczykowaty nochal, i z karata w turban

Panowie przecie z to oczywiste patriotyzm-nacjonalizm-faszyzm-nazizm-Auschwitz-po nitce do kłębka

Jak to kiedyś jeden pan z kultowego filmu powiedział ,,jest prawda[..] i prawda ekranu która mówi,że prasłowianska grusza w swych konarach chroni plebejskiego zbiega"-a tu jedna prawda i druga prawda Gazetowa ,która mówi że patriotyzm to coś jakby odmiana rasizmu.

Mnie ten artykuł nie dziwi-ich naczelny stwierdził kiedys z tego co pamietam że wywodzi się ze środowiska ,,liberalnej żydokomuny".Pamiętacie poza tym parę lat temu artykuł o AK rzekomo mordującej Żydów w trakcie powstania Warszawskiego?Z tego typu perełek polecam jeszcze książkę pani Bikont dziennikarki Gazety,,My z Jedwabnego"-tam to dopiero ciekawe rzeczy można znaleźć.
ktos z poprzednikow podkreslil (bardzo dobrze) fragment o rzekomej bezstronnosci punktu widzenia debila ktory napisal ten artykul. z zagadnieniem tym wiaze sie niesamowicie wazna i istotna kwestia - LUDZIE W SWEJ MASIE SA SWIECIE PRZEKONANI ZE SMIECIE TYPU GAZETA WYBORCZA I POLITYKA REPREZENTUJA WYWAZONY I ROZSADNY SRODEK NASZEJ SCENY POLITYCZNEJ. zdanie mocno podkreslilem gdyz dla mnie jest to naprawde niesamowicie wazna i krytyczna kwestia. jednym z najistotniejszych zagadnien polskiej Prawicy bedzie dotarcie do przecietnego zjadacza chleba z jasnym przesalaniem iz to co obecnie jest OBOWIAZUJACYM I KANONEM DEFINIUJACYM 'ROZSADEK' i 'SRODEK' to zwykly lewacki rozowy liberalizm. kurwa nie wiem jak dla was ale dla mnie od pewnego czasu jest to absolutnie najwazniejsza kwestia biezacego zycia spoleczno-politycznego. TYLKO DLATEGO PRAWICA MOZE BYC PRZEDSTAWIANA JAKO BANDA IDIOTOW DEGENERATOW I NAZISTOW PONIEWAZ RZEKOMY 'SRODEK' ZNAJDUJE SIE W KURWE MOCNO PO LEWEJ STRONIE zarowno w Polsce jak i w Europie (Stany jeszcze sie trzymaja choc tam lewactwo jest rowniez niesamowicie agresywne ale w odroznieniu od kontynentu USA maja swietnych zawodnikow wagi ciezkiej o prawej stronie sceny politycznej oraz sprzyjajace im media) oraz (co by nie mowic) GW Busha, ktory summa summarum jest ok zawodnikiem

nie ma kurwa nic gorszego od pierdolonych europejskich cwelo-chadekow =jebanch kapitulantow, zdrajcow i pozerow (znaczy sie kolesie ain't tr00 after all)
Tak. Kiedyś jak rozmawiałem z nauczycielką Polskiego, (która uczy w gimnazjum, do którego chodziłem) zachwalała wyborczą właśnie ze względu na bezstronność i dystans.
Zgadzam się z tezami artykułu z GW, brak mi natomiast w tym tekście jakiejś pozytywnej propozycji, którą wg mnie jest zastąpienie tożsamości narodowej, opartej na egoizmie, kompleksach i nienawisci - tożasamoścą europejską, opartą na współpracy. Integracja europejska na poziomie kulturowym jest najlepszym rozwiązaniem opisywanych (bardzo trafnie) problemów.
Każdy lubi "wspomnień czar", a skoro GW uraczyła nas ostatnio takim smacznym kąskiem, to na deser, w ramach wspominek, przytaczam "słynny" tekst Michasia Cichego sprzed 13 lat, traktujący o "antysemickich wybrykach" powstańców.

UWAGA dla osób nerwowych: przed lekturą radzę zażyć valium.


Gazeta Wyborcza - 1994/01/29

Michał CICHY

POLACY - ŻYDZI: CZARNE KARTY POWSTANIA

Michał Cichy recenzując wspomnienia Calela Perechodnika ("Gazeta o książkach" nr 11/93) napisał: "[Perechodnik] przetrwał nawet Powstanie Warszawskie, kiedy AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta". Zdaniem redakcji było to niedopuszczalne uogólnienie. Są liczne dokumenty świadczące o pomocy udzielanej Żydom przez władze powstańcze. Nie istnieje żaden dokument świadczący o złym stosunku do nich tych władz. Jednocześnie jednak miały miejsce przypadki mordów na Żydach przez ludzi w powstańczych mundurach - i o tym mówi zamieszczony niżej tekst Michała Cichego.

1.

Sformułowanie o AK, NSZ, Żydach i powstaniu warszawskim było złe, za co przepraszam. Przede wszystkim pisząc, że AK i NSZ mordowały, nie miałem na myśli organizacji, ale niektórych należących do nich ludzi.

Wypadki morderstw były. Były również - obok postaw pozytywnych - przejawy antysemityzmu. Nie próbuję wyważać zapisanych w źródłach doświadczeń pozytywnych i negatywnych, poprzestaję na stwierdzeniu, że były i jedne, i drugie. Bez szczegółowej wiedzy o doświadczeniach negatywnych nie bylibyśmy w stanie zrozumieć poczucia fizycznego zagrożenia ze strony AK, obecnego w niektórych żydowskich relacjach.

Nie piszę, co chciałbym z naciskiem zaznaczyć, syntezy stosunków polsko-żydowskich w powstaniu warszawskim. Zbieram źródła (niektóre z nich wcześniej nie publikowane) dotyczące jedynie fragmentu tych stosunków. Przedstawiam i próbuję wyjaśnić epizody najczarniejsze.

2.

Znane mi są relacje, dokumenty i opracowania mówiące o zabiciu przez powstańców około 60 Żydów, w tym 44 lub 45 w dwóch zbiorowych morderstwach, z których jedno (30 ofiar NSZ-owców) jest bardzo słabo udokumentowane.

Kilkudziesięciu zabitych Żydów to statystyczny margines na tle około 200 tysięcy ofiar powstania, ale historia nie rządzi się jedynie prawami statystyki.

Wielokrotnie opisano w Polsce pomoc świadczoną Żydom przez Polaków, w tym przez podziemie. Nie jest to jednak prawda cała. Pamięć polska i pamięć żydowska po półwieczu przechowują sprzeczne obrazy wojny. Nie wierzę, żeby w takiej sytuacji realne było prawdziwe porozumienie.

Obca jest mi chęć jątrzenia, nie uważam się za siewcę nienawiści. Uważam, że za nienawiść odpowiedzialni są w dużym stopniu siewcy zapomnienia.

3.

Historycy nie zajmowali się dotąd szczegółowo dziejami Żydów w powstaniu warszawskim. Są jedynie rozdziały w syntetycznych opracowaniach. Z historyków polskich o czarnych kartach pisał tylko Andrzej Żbikowski z ŻIH w posłowiu do wspomnień Samuela Willenberga (bibliografia na końcu tekstu).

Choć w niektórych sprawach mamy dokumenty powstańcze, większość źródeł to relacje i wspomnienia żydowskie. Historyka nie powinno jednak dziwić, że wiadomości o prześladowaniach pochodzą na ogół od prześladowanych.

Nie mamy i może nigdy nie będziemy mieli najważniejszych informacji. Szacunki liczby Żydów ukrywających się w Warszawie w chwili wybuchu powstania wahają się od 7 do 30 tys. Nie wiem, skąd pochodzi powtarzana często informacja, że w szeregach powstańczych walczyło tysiąc Żydów, z których poległo 500.

Trudno sprawdzić te dane. Również podaną przez historyka Holocaustu Martina Gilberta liczbę ponad stu zabójstw na Żydach popełnionych w czasie powstania przez Polaków.

4.

Dla Polaków początek powstania był upragnionym wyzwoleniem, dla ukrywających się Żydów - szokiem, podobnym do gwałtownego wypłynięcia z głębiny na powierzchnię. Wielu ukrywających się Żydów latami nie wychodziło z kryjówek. W tak ścisłej konspiracji nie żyli nawet przywódcy podziemnego państwa.

Właściwie nie wiemy, co działo się z Żydami w chaosie pierwszych dni powstania. Przytoczonych poniżej relacji nie traktuję jako źródeł wiedzy o zabójstwach, ale jako świadectwa atmosfery tamtych dni.

"Na początku powstania likwidowano Żydów - czytamy w złożonej w Yad Vashem relacji Mieczysława Fuksa (YV 0-16/450). - Później już stosunek Polaków trochę się polepszył i widywało się znów Żydów na ulicach. Ludność pokazywała na nich palcami, nie okazywano im współczucia, stosunek był raczej obojętny, widać było zdziwienie, że zdołali przetrwać i wyśmiewano ich".

1 lub 2 sierpnia właścicielka mieszkania przy Siennej 40, która ukrywała grupę Żydów, w tym Mariana Berlanda, autora znanego pamiętnika, powiedziała (cytuję Berlanda): "Mówią na ulicy, że wybierają Żydów i którego złapią, zabijają". "Jak chceta, to idźta - dodał jej mąż. - Jak wyjdzieta, już więcej do mieszkania nie wpuszczę (...). Nie chcę ludziom na śmiech się pokazać, że Żydów u siebie chowałem".

Helena Krukowiecka, polska arystokratka, która ukrywała Żydów w mieszkaniu przy Mokotowskiej, 1 sierpnia musiała wraz z podopiecznymi zejść do schronu. "Dozorca domu splunął w moją stronę i powiedział - tfu, myślałem, że to porządna panna, a ta Żydów u siebie chowała - czytamy w jej relacji (YV 0-3/2518). - Zaraz po tym odesłał mi słoik miodu, który mu dałam dla córeczki, ze słowami, że od takiej jak ja niczego nie przyjmie. (...) Na nasz teren trafiła jakaś grupa powstańców z Woli. Szybko dowiedzieli się, jaka to 'nielojalna' Polka ze mnie. Dwaj z nich wpadli do naszego mieszkania i zaczęli je plądrować. (...) Prócz tego jeden jeszcze odgrażał się, że jak tylko się ściemni, rozwali mnie za to, że chowałam Żydów. Od tej chwili wystrzegałam się ich".

5.

Z relacji Staszka [Stanisława] Aronsona, w czasie powstania żołnierza AK (list w posiadaniu Teresy Prekerowej), dowiedziałem się, że już 1 sierpnia powstańcy uwolnili z baraków na dawnym Umschlagplatzu przy Stawkach kilkudziesięciu żydowskich więźniów.

Rozpoczęły się kilkudniowe walki o Gęsiówkę - więzienie i założony na gruzach getta obóz koncentracyjny, w którym Niemcy przetrzymywali kilkuset Żydów, głównie węgierskich, greckich i francuskich. 348 Żydów uwolnił 5 sierpnia batalion AK "Zośka". Wielu ocalonych chciało wstąpić w szeregi powstańców. Kilku, którzy znali się na technice, przyjęto do plutonu pancernego batalionu "Zośki", inni walczyli w równie doborowych baonach AK "Parasol" i "Wigry". Bodaj najliczniejsza grupa wstąpiła do AL.

Jak wspominał jeden z uwolnionych, Bronisław Anlen (AŻIH, relacja 259), na Gęsiówce zdarzył się jeden tragiczny incydent - powstańcy rozstrzelali trzech Żydów niemieckich, których wzięto za przebranych w pasiaki esesmanów.

6.

W przeddzień szturmu na Gęsiówkę powstał jedyny znany mi dokument centralnych władz powstańczych, w którym mowa jest wprost o Żydach. 4 sierpnia szef sztabu KG AK gen. Tadeusz Pełczyński "Grzegorz" wysłał do dowódcy okręgu warszawskiego AK płk. Antoniego Chruściela "Montera" notatkę tej treści:

"Zawiadamiam Was, iż na terenie Woli wypłynęło zagadnienie internowanych Żydów z Jugosławii, Grecji itd. Część tych Żydów została uwolniona przez nasze oddziały z rąk niemieckich. Przewidźcie przygotowanie tymczasowego obozu, gdzie kierowano by wszystkich uwolnionych Żydów i inne niepożądane elementy. Oddziały winny dostać wskazówki, które wykluczałyby ewentualne ekscesy w stosunku do Żydów" (AWIH III/40/12, k. 25).

Notatka jest dwuznaczna. Z jednej strony gen. Pełczyński troszczy się o to, żeby uwolnionym Żydom nie stała się krzywda, z drugiej proponuje, żeby ich izolować. Nie jest też jasne, kto mógłby zdaniem gen. Pełczyńskiego dopuścić się "ekscesów" - cywile czy oddziały AK (jeśli nie dostaną specjalnych wskazówek). Złe wrażenie robi sformułowanie "Żydzi i inne niepożądane elementy", ale z drugiej strony należy pamiętać, że mowa jest o obywatelach państw obcych, okupowanych, a władze powstańcze stosowały wobec obcokrajowców szczególne procedury.

7.

"Niepożądane elementy" powstańcy osadzali w obozach internowania. Trafiali tam Niemcy, volksdeutsche oraz Ukraińcy i Białorusini jako przedstawiciele "mniejszości narodowych współpracujących z Niemcami". Żydów w obozach nie zamykano.

Izolowano ludzi najbardziej, z punktu widzenia władz powstańczych, podejrzanych. Wszyscy cudzoziemcy mieli natomiast być rejestrowani w komisariatach powstańczej policji - Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa.

"Wyjaśniam, że przez cudzoziemców należy rozumieć wszelkie osoby innej narodowości niż polska, choćby nawet miały obywatelstwo polskie z okresu przed 1 września 1939 r." - instruował 25 sierpnia 1944 r. szefów komisariatów PKB kierownik referatu bezpieczeństwa delegatury dzielnicy Śródmieście (AAN 202/XX-24 k. 149). Według tej instrukcji polskiego Żyda należało uznać za cudzoziemca i umieścić w ewidencji.

W archiwum WIH udało mi się znaleźć jeden spis cudzoziemców, sporządzony w VIII komisariacie PKB (rejon Siennej, Złotej, Twardej). Wśród 25 osób różnych narodowości na liście cudzoziemców jest małżeństwo Gawęckich, oboje urodzeni w Wilnie, narodowość "polska, z pochodzenia żyd".

Dyskryminacja ta miała prawdopodobnie charakter formalny. Czytałem dokumenty świadczące, że Żydzi otrzymywali od władz powstańczych przydziały żywności i kwater na równi z ludnością polską. Dochodziło zresztą na tym tle do konfliktów.

"Ujawniły się pewne grupy żydów (...). Z tymi grupami na terenie tutejszego Rejonu powstały trudności w zakwaterowaniu - informował 25 sierpnia delegat (przedstawiciel cywilnych władz) Śródmieścia w piśmie do Delegatury Okręgowej (AAN 202/XX-24 k. 152). - Zgłaszają się bowiem o przydziały mieszkań, które referat kwaterunkowy im przydziela, lecz wykonanie nakazu rekwizycyjnego (przydzielającego mieszkanie) napotyka na silny opór komendantów OPL [obrony przeciwlotniczej] domów i ludności (...). Liczyć się należy, że kwestia stosunku ludności polskiej do żydów może przybrać szersze i drażliwe formy".

Vladka Meed, wówczas Fejga Peltel-Międzyrzecka, łączniczka Bundu, relacjonuje w swych wspomnieniach przypadki wypędzania Żydów ze schronów nawet w czasie bombardowań - tak zdaniem Meed zginął przy ulicy Śliskiej inżynier Golde. "Doszło do tego, że ludność żydowska zorganizowała własne kuchnie na ulicy Mariańskiej obok baru 'Rzym', aby w ten sposób uniknąć spotkań z elementami antysemickimi" - wspominał po wojnie Stefan Sendłak, członek Rady Pomocy Żydom "Żegota", wówczas zastępca delegata rejonu Śródmieście-Północ (maszynopis w posiadaniu Teresy Prekerowej). W innej wersji swej relacji (również w posiadaniu T. Prekerowej) Sendłak po tym zdaniu dodaje: "Kuchnia ta otrzymywała aprowizację z Delegatury". Podobnie jak inne kuchnie dla ludności cywilnej.

Cywilne władze powstania traktowały Żydów dobrze, ale nie były w stanie uchronić ich przed niechęcią lub agresją niektórych cywilów. Vladka Meed wspomina odwiedziny u 20 Żydów, którzy schowali się w piwnicy przy Siennej 28, gdzie wcześniej urządzono cmentarz. Przed jej wizytą pocisk zniszczył kilka grobów. "Żydzi z chusteczkami przy nosach i ustach zbierali z ziemi ludzkie szczątki. Smród rozkładających się ciał był nie do zniesienia (...). Ale woleli zostać w tej dusznej norze i zakopywać strzępy ludzkich ciał niż wyjść. Piwnica była dla nich makabrycznym schronieniem przed polskimi grabieżcami".

8.

We wspomnieniach Willenberga czytamy, że większość Żydów walczących w szeregach AK lękała się przyznać do żydostwa i występowała pod przybranymi nazwiskami. O podawaniu się Żydów walczących w AK za Polaków czytamy również w innych źródłach, m.in. we wspomnieniach kpt. Wacława Zagórskiego i Simchy Rotema, relacjach Aliny Grelewskiej (YV 0-3/1617) i Mieczysława Fuksa (YV 0-16/450). Dużo musiało zależeć od konkretnych okoliczności, na przykład mniej lub bardziej żydowskiego wyglądu czy akcentu.

Różnie musiało być w różnych dzielnicach i oddziałach. Znane są bowiem relacje, w których Żydzi (w tym członkowie AK) stwierdzają, że nie doświadczyli antysemityzmu w czasie powstania. Efraim Krasucki ps. "Kazimierz", wspominał w roku 1946 (AŻIH, rel. 1539): "W kompanii naszej na Starym Mieście było kilkanaście osób (Żydów) o wybitnie semickiej powierzchowności, lecz nikt na to nie zwracał uwagi. Nie było wypadku, by taki był wyróżniony lub źle przez kogoś traktowany. Jeśli chodzi o osobę moją i przyjaciela mego A. Rotrubina, pomimo że dowódca nasz kpt. Kalinowski znał nasze pochodzenie, wyróżniał nas jednak in plus. (...) Gdy dnia 7 sierpnia 1944 r. (...) miano przydzielić dwóch pewnych ludzi dla eskorty delegatom Rządu Londyńskiego udającym się ze Starego Miasta do śródmieścia z jakąś ważną misją, kpt. Kalinowski wybrał mnie i Rotrubina jako najbardziej pewnych i godnych zaufania ludzi".

Trudno zatem o generalną ocenę stosunku polskich żołnierzy AK do żydowskich towarzyszy broni. Oprócz relacji, z natury subiektywnych, brakuje źródeł. Zachowany w Wojskowym Instytucie Historycznym dokument, prawdopodobnie sporządzony przez kontrwywiad AK, stwierdza jednak: "Ogólne jest narzekanie wojska, że żołnierze żydzi przeważnie zatrudnieni są w kuchni przy BIP-ie [Biurze Informacji i Propagandy] lub innych dekowanych funkcjach" (AWIH III/43/72 t. III k. 128).

9.

Samuel Willenberg, w sierpniu 1943 jeden z uczestników powstania w Treblince, wstępując rok później w Śródmieściu do oddziału kapitana Dębskiego ("Lodeckiego") w batalionie AK "Ruczaj" postanowił nie ukrywać, że jest Żydem i ujawnił prawdziwe nazwisko. Początkowo wszystko układało się dobrze, ale któregoś dnia przyjaciółka łączniczka ostrzegła go: "Igo, jest tu kilku typów z NSZ, którzy chcą cię rozstrzelać, bo jesteś Żydem. Do mnie też przychodzili z pogróżkami, że zadaję się z Żydem". Trudno mi było w to uwierzyć. Jednak tego samego dnia, kiedy na barykadzie na Marszałkowskiej strzelałem w stronę placu Zbawiciela, padł strzał. Kula świsnęła nad moim uchem. Gdy odwróciłem się przerażony, zobaczyłem znikającą w otworze lufę karabinu. Nie mogłem uwierzyć, że moi koledzy, którzy wraz ze mną przelewają krew, po tym wszystkim cośmy razem przeżyli, po wszystkich walkach, któreśmy razem stoczyli, chcą mnie zabić za to, że jestem Żydem".

Willenberg przeniósł się do ugrupowania socjalistów - Polskiej Armii Ludowej (PAL). Z tych samych motywów, a niekoniecznie z powodu politycznych sympatii, wielu Żydów wstępowało do komunistycznej AL.

10.

3 sierpnia komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Icchak Cukierman "Antek", syjonista, zaapelował do Żydów warszawskich o zgłaszanie się do szeregów powstańczych, nie wymieniając nazwy żadnej organizacji. "Antek" chciał podporządkować oddział ŻOB Armii Krajowej, ale w końcu 22-osobowa jednostka, składająca się z uczestników powstania w getcie, weszła w skład AL na Starówce.

"Byłem w AL-u dlatego, że AK chciało mnie zastrzelić, bo powiedzieli, że mam fałszywą kenkartę i jestem Żydem - szpiegiem (...) - wspominał członek oddziału ŻOB Marek Edelman. - Mnie udało się wyrzucić karteczkę przez piwnicę i Kamiński mnie stamtąd wyciągnął. (...) A potem mnie jeszcze parę razy AK stawiało pod murem, bo Żydzi to jest błąd, a żandarmeria na Starym Mieście to była ONR-owska, czysta Falanga" (Grupińska, s. 24).

Paradoksem jest, że do przejścia grupy ŻOB-owców w szeregi AL przyczynił się jeden z najwybitniejszych działaczy AK Aleksander Kamiński, redaktor naczelny najważniejszego pisma akowskiego - "Biuletynu Informacyjnego", autor słynnych "Kamieni na szaniec". To on opowiedział ŻOB-owcom o zastrzeleniu 1 sierpnia przez patrol AK Jurka Grasberga (lub Gazberga), niegdyś korespondenta "Biuletynu" w getcie i bliskiego współpracownika Kamińskiego.

"Jurka zastrzelono na podwórku na ulicy Pańskiej 7 - pisze we wspomnieniach żołnierz ŻOB Simcha Rotem (wówczas Szymon Ratajzer "Kazik"). - Oddział AK zobaczywszy go z bronią w ręku uznał, że ma przed sobą Żyda i zdrajcę zarazem, i postanowił wykonać wyrok na miejscu. W tej sytuacji pan Kamiński poradził, byśmy znaleźli sobie oddział, w którym będziemy bezpieczni. Byliśmy zupełnie zdezorientowani, zwłaszcza że tego samego dnia żandarmeria AK aresztowała innego naszego współpracownika. Cudem udało mi się być przy tym, interweniować i uratować mu, jak sądzę, życie".

11.

Motyw "Żyda - niemieckiego szpiega" występuje w licznych relacjach (oprócz cytowanych wyżej również Pnina Grynszpan-Frymer w książce Grupińskiej, Vladka Meed, Marian Berland, Samuel Willenberg), a także w dokumentach, które przytoczę później, opisując morderstwo przy ulicy Prostej. Można zatem założyć, że oskarżenia Żydów o współpracę z Niemcami były w czasie powstania nierzadkie. "Skoro przeżyli, musieli współpracować" - według Bronisława Anlena (AŻIH 259) opinia taka była powszechna. Oskarżenia o sympatie prosowieckie spotyka się w źródłach rzadziej.

Zarzut kolaboracji z Niemcami mógł skończyć się w powstaniu egzekucją bez sądu. A stawiano go często z tak absurdalnego powodu jak posiadanie fałszywych dokumentów, tzw. aryjskich papierów.

"Kilka osób, chrześcijan, w tym jedna kobieta, przyprowadziło do biura delegatury [Śródmieścia] na ulicy Złotej 7 osób, w tym 3 kobiety, pod zarzutem szpiegostwa. (...) Zarzut szpiegostwa wynikał stąd, że zatrzymani legitymowali się aryjskimi dowodami osobistymi, a byli znani jako Żydzi" - wspominał Stefan Sendłak. Mieli szczęście, że trafili na działacza "Żegoty".

Uwięziony przez żandarmerię Edelman też miał szczęście, bo ktoś znalazł jego karteczkę i pomoc zdążyła na czas. Nie stało się tak w przypadku pewnego Żyda - członka PAL, aresztowanego przez AK na Czerniakowie, którego z kwatery przy ul. Okrąg usiłował wydostać Willenberg.

Przy aresztowanym znaleziono listę żydowskich nazwisk, którą obecny w sztabie pułkownik AK nazwał (cytuję Willenberga) "spisem wszystkich żydowskich konfidentów Warszawy", a która była w istocie listą podopiecznych żydowskich organizacji opiekuńczych. Adiutantka pułkownika, która wyszła za Willenbergiem z gabinetu, przyznała się szeptem, że jest Żydówką i powiedziała, że aresztowany został rozstrzelany.

Vladka Meed opisuje, jak 5 sierpnia patrol AK zatrzymał trzech Żydów, którzy schronili się przed ostrzałem w budynku na rogu Chmielnej i Żelaznej. "Wzięto ich pod straż pod zarzutem, że są niemieckimi szpiegami. Kiedy ich rewidowano w pustym domu, weszło kilku umundurowanych i uzbrojonych ludzi, którzy zaczęli ich bić, oznajmiając cynicznie, że w wolnej Polsce nie będzie miejsca dla Żydów. Dwóch z nich - Lutek Friedman i Adek - zdołało wyskoczyć oknem pod gradem kul. Lutek złamał stopę, ale obaj przeżyli. Trzeci - Jeszije Solomon - zginął na miejscu".

12.

Chaim Goldstein we wspomnieniach, które cytuję za Reubenem Ainszteinem, opisuje trzy zabójstwa, których był świadkiem. Na grupę dawnych więźniów Gęsiówki, budujących barykadę przy Miodowej, napadli nie zidentyfikowani powstańcy. Krzycząc: "Wystrzelać ich! Nie chcemy tu Żydów!" - zastrzelili dwóch ubranych jeszcze w obozowe pasiaki.

Później, kiedy ich grupa kopała rowy w innym miejscu, Goldstein usłyszał serię i zobaczył zwijającego się w agonii Żyda, a nad nim akowca z pistoletem maszynowym. "Do diabła z nim, to Żyd!" - miał powiedzieć morderca i odszedł nie niepokojony. "Cóż mogę zrobić? On nie jest z mojego oddziału" - usprawiedliwiał się dowódca grupy robotników, porucznik AK.

13.

Wspominałem już, że w źródłach i opracowaniach jest mowa o dwóch morderstwach zbiorowych. O jednym z nich mowa jest wyłącznie w nie popartym źródłowo fragmencie z monografii "Walka i zagłada warszawskiego getta" Bernarda Marka, wydanej w Warszawie w roku 1959. Fragment ten brzmi: "Oddział NSZ ze Starego Miasta zamordował podczas powstania na Długiej 25 grupę 30 Żydów, którzy przechowywali się tam przez cały czas wojny i teraz wyszli po raz pierwszy na wolność".

Sądzę, że gdyby Mark rzecz wymyślił, nie podawałby numeru domu, bo jest to w końcu rzecz, którą łatwo zakwestionować, ale informacji tej (choć może być prawdziwa) historyk nie może uznać za wiarygodną bez dotarcia do źródeł.

Drugie zbiorowe morderstwo, popełnione 11 września 1944 r. na 14 lub 15 Żydach ukrywających się przy ulicy Prostej, znano dotychczas z trzech relacji. Wszystkie pochodziły z drugiej ręki. Zbadałem archiwa KC PZPR (obecnie w Archiwum Akt Nowych) i WIH, gdzie po wojnie zgromadzono większość zachowanych w Polsce archiwaliów akowskich. Odnalazłem relację naocznego świadka - niedoszłej ofiary masakry, a także dokumenty powstańcze. Są wśród nich akta śledztwa prowadzonego przez żandarmerię AK (AAN 203/X-32, AWIH III/43/72).

Dokumenty wespół z relacjami dają szansę dość dokładnej rekonstrukcji mordu przy Prostej i poprzedzających go zabójstw, pozwalają ustalić prawdopodobnych sprawców i inspiratorów.

14.

Kpt. Wacław Stykowski "Hal", rocznik 1912, pięć semestrów w Szkole Głównej Handlowej, w konspiracji od lutego 1940 roku, zajmował na początku powstania wysokie stanowisko dowódcy III Odcinka na Woli i tytuł ten utrzymał również po wycofaniu się do Śródmieścia. Dowodził samodzielnym oddziałem, który występuje w źródłach jako "zgrupowanie Hala", "III Odcinek" lub "batalion im. Sowińskiego" (w istocie był to zapewne jeden z batalionów zgrupowania).

Zgrupowanie obejmowało we wrześniu rejon Walicowa, Prostej, Twardej i Ceglanej (dziś Pereca), gdzie "Hal" miał kwaterę w magazynach browaru "Haberbusch i Schiele". Było to powstańcze eldorado, pełne żywności i alkoholu. Zaopatrywały się tam oddziały z całego Śródmieścia.

"Hal" objął terytorium, na którym do jesieni 1942 roku istniało tzw. małe getto. Po wybuchu powstania warszawskiego ukryło się tam wielu Żydów. "W rejonie ghetta, ul. Twardej i Grzybowskiej jest skoncentrowanych około 150 żydów" - czytamy w akowskim meldunku (AWIH III/43/72 t. III k. 167). "Na część tych żydów padło podejrzenie, że działają na korzyść npla. Informacje uzyskane od kapelana" - dowiadujemy się z innego raportu (AWIH III/43/72 t. IV k. 159).

15.

W 1945 roku ocalały z Zagłady garbarz Dawid Zimler podyktował relację, która przechowywana jest w AŻIH (nr 470). Po wybuchu powstania Zimler wyszedł z kryjówki i został fryzjerem w powstańczych koszarach przy Pańskiej, potem przy Ceglanej.

"Osiem dni tam goliłem i strzygłem powstańców, którzy dość dobrze się do mnie odnosili, chociaż wiedzieli, że jestem Żydem. Aż przyszedł żołnierz ze sztabu, poprosił u mnie dokumenty i się zapytał, czy jestem Żydem? Odpowiedziałem twierdząco. A ów żołnierz wyprowadził mnie do bramy, gdzie stał kpt. Haller, poznańczyk. Kapitan znacząco mrugnął do żołnierza, aby mnie wykończyć. Padł rozkaz: Do Haberbuscha, dostaniesz tam wino i cukierki". Ja wiedziałem, co to oznacza, gdyż wcześniej jeszcze zginęło takim sposobem 17 Żydów. Odmówiłem. Zaczęto mnie bić kolbą i rękami. Byłem cały w sińcach, okrwawiony. Ale mocno się trzymałem, nie chcąc za żadne skarby iść do Haberbuscha. Zaprowadzono mnie na ul. Twardą, około jakiejś zamkniętej restauracji. Eskortujący mnie porucznik i dwaj żołnierze szukali jakiejś piwnicy, aby mnie wykończyć. Na ulicy zebrał się tłum i z ust niektórych padały wyrzuty, że nie powinno się teraz mordować Żydów, że to jest praca godna dla niemców, a nie uczciwych Polaków. Porucznik jednak twierdził, że otrzymał rozkaz, który musi być wykonany. Wtem zjawił się kapitan, starszy, siwy jegomość, który zaczął perswadować, że wstyd i hańba dla nas Polaków zabijać Żyda, który w ciągu kilku lat ukrywał się przed zbirami hitlerowskimi".

Porucznik posłuchał starszej szarży i wypuścił Zimlera. "Udałem się do mego schronu na Śliskiej ulicy, do magla..."

Mamy w tym wypadku do czynienia, co należy sobie jasno uświadomić, z ewidentnym polowaniem na Żyda, a nie z akcją o motywie rabunkowym. I nie jest to akcja spontaniczna. Kapitan "Haller" (zbieżność brzmienia i adresu kwatery każe myśleć o "Halu") wydaje bowiem porucznikowi "rozkaz, który musi być wykonany".

16.

Gdy po morderstwie przy Prostej 4 żandarmeria AK prowadziła śledztwo, Leon Walicki, komendant obrony przeciwlotniczej w domu przy Twardej 30, zeznał: "Około 23 VIII 44 r. [Żydzi ukrywający się przy Prostej 4 i 6] powiadomili mnie o zaginięciu jednego z tamtejszych mieszkańców, to jest Jagodzińskiego, ubranego w jasną marynarkę, ciemne spodnie, pociągły na twarzy. Dowiedziałem się od rodziny wymienionego, że został zabrany do Gmachu Haberbuscha Ceglana 4 lub 8 (składy), skąd więcej nie powrócił. Jagodziński został zabrany, jak mi mówili, przez ludzi w mundurach AK" (AAN 203/32 k. 70).

Również w dokumentach śledztwa czytamy, że 8 lub 11 września kilku mężczyzn z opaskami AK wyciągnęło ze schronu przy ul. Waliców kobietę nazwiskiem Sokołowska, przechrzczoną Żydówkę. Jej zwłoki znalazł w gruzach szwagier i opowiedział o tym mieszkańcom schronu.

11 września trzech akowców przyszło po szwagra. "Wszyscy trzej osobnicy podeszli do szwagra zamordowanej i zażądali, aby z nimi szedł, lecz ten ociągał się, wówczas jeden z osobników powiedział: nie bój się, nic ci nie będzie i rozładował broń, idziemy tylko do D-twa - zeznała żandarmerii AK świadek Jadwiga Bokitko. - Wówczas szwagier zaproponował, aby ktoś szedł z nim. Na co osobnicy się zgodzili i poszedł jeden z mężczyzn razem, lecz mężczyzna ten, którego nazwiska nie znam, zaraz wrócił, był b. zdenerwowany i na pytania nie dawał żadnych wyjaśnień. Dnia 12-go bm. dowiedziałam się, że szwagier został zamordowany" (AAN 203/X-32 k. 67, fragment również w AWIH III/43/72 t. III k. 259).

17.

11 września (data za aktami śledztwa) około wpół do dziewiątej wieczorem w ruinach domu przy Prostej 4, gdzie ukrywało się kilkunastu Żydów, pojawiła się grupa akowców. W dwóch relacjach czytamy, że ośmio-, dziesięcioosobową grupą dowodził porucznik.

Jonas Turkow, który nie był bezpośrednim świadkiem wydarzenia i czerpał wiadomości od nie ujawnionego z nazwiska informatora, nazywa go porucznikiem "Okrzeją". Możliwe, że chodzi o ppor. "Ostoję", dowódcę batalionu w grupie "Hala", o którym czytamy w notatce kontrwywiadu AK: "Ppor. Ostoja" między okolicznymi mieszkańcami ma zarzut, jakoby zabił jakiegoś żyda, który stale przebywał w schronach, unikał wszelkich prac obywatelskich" (AWIH III/43/72 t. IV k. 23).

Akowcy wyprowadzili ze schronu mężczyzn, kobiety zostały pod strażą w piwnicy.

Oto nie publikowana dotąd relacja jedynego ocalałego z masakry, 29-letniego wówczas Janka Celnika vel Celińskiego. Zeznał on w śledztwie:

"Nas prowadzono do dowództwa nie wiadomego. Gdy wychodziliśmy z bramy Prosta 4 kazano dowody złożyć na kupę i wszystkie rzeczy osobiste sami wyjmowali nam z kieszeni i chowali cenniejsze rzeczy dla siebie.

Po dokładnej rewizji osobistej każdego z nas z osobna brano na przesłuchanie, gdzie musieliśmy odpowiadać szeptem na następujące pytania: Czy są tu jakieś dziury, w których się ukrywają żydzi? Czy nie wiemy o więcej żydach ukrytych? Gdzie ukrywaliśmy się przez cały czas wojny? Czy nie mamy łączności z innymi żydami? Ja odpowiedziałem, że mieszkam tu od chwili utraty domu i ci inni też z tego samego powodu przybyli. Zapytali wszystkich, czy są żydami - padła odpowiedź, że tak!

Pytali się, czy mamy łopaty, w innym razie z jednym ja pójdę po łopatę, a tych pięciu wykończycie, a ten ostatni pochowa tych pięciu, a ostatniego my sami pochowamy.

Kazano nam wszystkim iść naprzód w gromadzie w kierunku do Żelaznej i Pańskiej na teren otwarty. Zaczęli kolejno rozstrzeliwać.

Widząc, że obok mnie padają trupy, rzuciłem się do ucieczki na prawo w stronę Szkoły Handlowej im. Zgromadzenia Kupców. Udało mi się oddalić około 50 m, za mną biegł jeden osobnik i strzelał z rewolweru. Zostałem ranny w łopatkę i upadłem. Goniący mnie stanął nade mną i strzelał we mnie, oddając około siedmiu strzałów, z których trzy były trafne, jeden w szyję, dwa w okolice łopatki.

Myśląc, że ja nie żyję, zostawił mnie, a za chwilę zwrócił się, żeby przekonać się, czy ja żyję. Ja leżałem spokojnie i dopiero, gdy on się oddalił do swojej grupy, ja podczołgałem się do gruzów, żebym był niewidoczny. Dalszą część nocy ukrywałem się w ruinach szkoły Zgromadzenia Kupców. Następnie słyszałem dalsze strzały i krzyki innych osób w pobliżu mnie" (AAN 203/X-32 k. 64-65).

18.

Dalszemu przebiegowi zdarzeń przy Prostej 4 przypatrywali się zza murów trzej mieszkańcy schronu, którzy w chwili najścia byli nieobecni: Abram (Adam) Bursztyn, Henryk Herszbajn i Josek Tenenbaum.

Cytuję relację jednego z ocalałych, zapisaną we wspomnieniach Willenberga, który nazajutrz po masakrze spotkał Herszbajna i Bursztyna przy ulicy Prostej: "Zaciągnęli kobiety wraz z dziećmi do piwnicy. Zaraz po tym usłyszeliśmy stamtąd krzyki kobiet gwałconych przez powstańców. A potem znów seria strzałów".

19.

Jonas Turkow i Henryk Bursztyn (AŻIH rel. 1106) wyliczają ofiary mordu: Jerzy Gutman, jego żona Melania [Gutman] z domu Haspel, ich 10-letni syn Ryszard Gutman.

Ignacy Bursztyn (dyrektor "Philipsa" w Łodzi), jego żona Estera z domu Knaster, ich 11-letnia córka Noemi, siostra [Estera] Bursztyn Anka [Anna] Knaster, siostra Ignacego Bursztyna Celina Ackerman, jej 17-letnia córka Estera (lub Marysia).

Tadeusz Orlański, Tecia Szklar, 10-letnia dziewczynka nieznanego nazwiska, dentysta Szenfeld i jego żona.

"Należy zauważyć - dodaje Turkow - że Szenfeld podczas mordu nie znajdował się w bunkrze. Kiedy po powrocie dowiedział się o nieszczęściu, udał się na Ceglaną 7, gdzie mieścił się sztab zgrupowania Chrobry" [Pomyłka! Przy Ceglanej, i to pod numerem 3, był sztab zgrupowania Hala" - MC]. Przyjął go kpt. Hal", któremu opowiedział o zbrodni popełnionej przez jego żołnierzy. Po wysłuchaniu kapitan posłał z nim kilku żołnierzy rzekomo w celu przeprowadzenia śledztwa. Po drodze zastrzelili oni także Szenfelda".

20.

Najprawdopodobniej tego samego zbiorowego mordu z 11 września dotyczy poniższy fragment wydanych w 1957 roku w Londynie wspomnień [książki] kpt. Wacława Zagórskiego "Lecha Grzybowskiego", dowódcy II batalionu zgrupowania AK "Chrobry II", sąsiadującego z grupą "Hala":

"Raptem w gruzach getta, we wschodniej jego części, a więc gdzieś w pobliżu ulicy Twardej, rozlega się ostra strzelanina. (...)

Wali seria za serią z peemów.

- Co do pioruna? Pospali się wszyscy u Hala", czy puścili Niemców kanałami na swoje tyły? - Alarm! Alaaaarm!! (...)

Zbliżamy się do końca getta. (...) Na dnie wykopu niskie, sklecone z nieheblowanych desek drzwi ukazują ciemne zejście do podziemnego bunkra. Przy drzwiach stoi staruszka, otulona czarną koronkową chustą. Śmieje się sama do siebie (...).

Po kilku stromych schodkach bez barier zstępujemy do mrocznego lochu. Na lewo na kocach leży młoda kobieta z szeroko rozrzuconymi na bok rękami. Na jasnej perkalikowej sukience ciemnieją ogromne plamy krwi. Zaraz za nią, skręcona w kabłąk i wciśnięta w róg piwnicy, starsza kobieta obficie broczy krwią z przestrzelonej skroni i potylicy. Na prawo drzwi prowadzą do drugiej izby, do której skąpe światło przedostaje się przez małą szczelinę pod samym sklepieniem. W półmroku trudno policzyć skłębione pod przeciwległą ścianą ciała. Same kobiety. Na ziemi leżą pootwierane puste walizki i rozwłóczona w nieładzie ich zawartość.

(...) - Czy babcia widziała, kto strzelał?

- A widziałam, widziałam. Żołnierzyki.

- Jacy żołnierze?!

- Nasze, nasze żołnierzyki. Dobre żołnierzyki. He, he, he... Dali mi złote ruble.

Rozwija zaciśnięte palce i pokazuje na dłoni złotą monetę.

(...) Jesteśmy o kilkadziesiąt kroków od kwatery kapitana "Hala". Przed żelazną bramą, prowadzącą do magazynów Haberbuscha, zawsze pełni służbę wartownik. Musiał słyszeć strzały i może zauważył uciekających. Idziemy.

Koło wartownika stoi "Hal" w swojej szerokiej oficerskiej pelerynie do kostek.

- Miło mi powitać dzielnego sąsiada!

Uprzejme słowa podszyte są ledwie wyczuwalną nutą przekąsu. (...)

- Słyszeliście tę strzelaninę w getcie?

- Słyszałem. Kogoście tam oprawiali?

- My?! Przybiegliśmy tutaj zobaczyć, co się dzieje. A wam nie przyszło do głowy pchnąć paru ludzi dla sprawdzenia?

- Nerwy, nerwy, kapitanie... Gdybym wysłał ludzi wszędzie, skąd posłyszę strzały, biegalibyśmy bez przerwy. Myślałem, że znowu kogoś rozwalacie lub ćwiczycie swój harem.

- Ależ to wasz odcinek, nie mój! - puszczam mimo uszu złośliwość.

- Każdy ma prawo wstępu na mój odcinek. I każdy jest mile widziany. Z wyjątkiem Niemców.

- Okazuje się, że nie przez wszystkich. Pójdźcie obejrzeć swoich gości! W bunkrze leżą trupy siedmiu obrabowanych i wymordowanych Żydówek.

- Jak trupy, to nie uciekną. Co nas to obchodzi? Chodźcie lepiej do środka. Pora jest całkiem odpowiednia, żeby coś przekąsić. Żydówki, powiadacie? To niech się nimi zajmie "Ostatnia Posługa".

- Nie chodzi o pogrzeb. Trzeba przeprowadzić dochodzenie, ująć morderców.

- Od tego jest żandarmeria lub korpus bezpieczeństwa. Chodźmy, kapitanie, bo mi kiszki marsza grają.

- Dziękuję bardzo, ale nie mam ani czasu, ani apetytu. Czołem!

- Czołem!

Wracamy ulicą Ceglaną. Za Walicowem podciąga do mnie "Cześ" [Czesław Kuczera]. Coś w sobie waży.

- Słuchaj, Leszku - odzywa się wreszcie półgłosem. - Głowę daję sobie uciąć, że to te dranie z przybocznej bojówy "Hala". Niejednego już chłopaka za byle co zastrzelili i zakopali na dziedzińcu za bramą. Każdy o tym wie, ale się boją. Mówią, że takie u nich, psia ich mać, prawo wojenne. Zaszura który, to powiedzą, że nie wykonał rozkazu i fertig. Może się później procesować, gdy ziemię gryzie" (Zagórski, s. 287-290).

21.

W Archiwum Akt Nowych zachował się meldunek kapitana Zagórskiego wysłany 12 września 1944 do dowódcy zgrupowania "Chrobry II" (AAN 203/X-32 k. 58-59), w którym jest mowa o zabójstwie Sokołowskiej, jej szwagra i mężczyzny niewiadomego nazwiska (być może Jagodzińskiego), a także o zbiorowym mordzie. Zagórski melduje, że ofiary odnaleziono w dwóch miejscach - w leju od pocisku (o tym, że wrzucono tam zwłoki mężczyzn wyprowadzonych z Prostej 4 pisze też Henryk Bursztyn, AŻIH 1106) oraz "w domu przylegającym do bramy "małego ghetta" od ul. Twardej w piwnicy", gdzie znaleziono zwłoki kobiet.

Na terenie posesji Twarda 30 rozstrzelano mężczyzn z pobliskiej Prostej 4.

Kpt. dr Roman Bornstein ps. "Born", Żyd, w powstaniu naczelny lekarz zgrupowania AK "Chrobry II", podał w powojennej relacji złożonej w Yad Vashem (0-33/1157), że przy Twardej 30 zamordowano 11 września aż 30 Żydów (liczbę tę cytują historycy, m.in. Krakowski i Gilbert). Jest to moim zdaniem nieporozumienie. Bornstein, który nie był na miejscu zbrodni, zapewne, zasugerowany dwoma adresami, dwukrotnie policzył ofiary jednego i tego samego mordu.

22.

Kpt. Zagórski i kpt. dr Bornstein natychmiast zawiadomili o morderstwie władze, Bornstein spotkał się nawet z gen. Antonim Chruścielem "Monterem", dowódcą Komendy Okręgu Warszawskiego AK, faktycznym komendantem powstania. "Meldunek złożony na piśmie i poparty ustnym wyjaśnieniem wywarł na nim silne wrażenie - czytamy w relacji Bornsteina z Yad Vashem. - Był oburzony (...). Poczynił szereg notacji. Żandarmerii polecił natychmiastowe wszczęcie śledztwa. Winnych postawić pod Wojskowy Sąd Polowy".

Śledztwo wszczęto, pod sąd nikogo - jak wskazują dokumenty - nie zdążono postawić, choć po kilku dniach śledztwa aresztowano dwóch żołnierzy ze zgrupowania "Hala" (nie byli to jednak ludzie, występujący w protokołach śledztwa w obciążających okolicznościach). Zabrakło głównego świadka, bo Janek Celnik-Celiński 14 lub 15 września, dwa lub trzy dni po wyjęciu kuli z karku, uciekł ze szpitala.

W śledztwie pojawiały się różne domniemania. Raport oficera kontrwywiadu AK z 13 września stwierdza nawet (w nawiasach prawdopodobne wypełnienia miejsc uszkodzonych): "Żydzi sami, względnie przy pomocy pozost[ałych na] miejscu mętów, dokonując masowego mordu z 11 na 12 bm. [mieli na celu] jedynie usiłowanie skompromitowania AK" (AWIH III/43/72 t. III k. 167). A zatem znajduje potwierdzenie szokująca relacja zanotowana przez Willenberga: "Po kilku godzinach przyszła z ulicy Złotej żandarmeria powstańcza z oddziału "Chrobrego" [w istocie "Chrobry II" - MC]. (...) Spisali raport, który nam następnie przeczytali. (...) W raporcie było napisane, że Żydzi zabili Żydów w celach rabunkowych".

23.

W aktach śledztwa zachował się meldunek kpt. "Hala" z 13 września (AAN 203/X-32 k. 62), według którego zabójcami byli Ukraińcy albo przebrani volksdeutsche. W nie datowanej notatce oficer kontrwywiadu AK pisze z kolei, że kpt. "Hal" "udzielił szerokich informacji o zorganizowanych komunistach, dokonywujących rabunków, mordów itp. w mundurach i opaskach AK" (AWIH III/43/72 t. IV k. 219).

Dopiero 20 września kpt. "Hal" przypomniał sobie, co stało się z zabranym z Walicowa szwagrem Sokołowskiej (we wcześniejszych zeznaniach milczał na ten temat) i prowadzący śledztwo żandarm zapisał: "Jak obecnie w dniu 20 bm. ustnie oświadczył kpt. Hal, D-ca tamtego odcinka, wymieniony żyd został przyłapany na uprawianiu szpiegostwa, dowodem czego jest znalezienie zaszytych w marynarce jego dokumentów uprawniających do przechodzenia do niemców, wobec czego został przez jego ludzi zastrzelony" (AAN 203/X-32 k. 80).

Wzmianki o udziale żołnierzy "Hala" w zabójstwie pojawiły się jednak znacznie wcześniej. Już 12 września rano kpr. "Dmowski" zameldował (AAN 203/X-32 k. 61), że ok. 1 w nocy z 11 na 12 września pięcioosobowy patrol ze zgrupowania "Hala" nakrył na miejscu zbrodni przy ul. Prostej żołnierza tegoż zgrupowania, kpr. "Unruga" (vel "Mata"). W raporcie oficera kontrwywiadu AK z 21 września czytamy: "Znaleziono przy nim ["Unrugu"] złote przedmioty i 6000 zł. Jeden z patrolu, st. strz. "Kotek", widząc zmasakrowane zwłoki żydów odruchowo zastrzelił "Unruga", poczem wspólnie ze st. sierż. "Nowiną", kpr. "Noskiem", kpr. "Muchą" zakopali zwłoki Unruga w ghecie. Kosztowności i pieniądze zostały przesłane kpt. "Sępowi" [ze zgrupowania "Chrobry II"]" (AWIH III/43/72 t. IV k. 23).

Stawiam hipotezę, że zabójstwo kpr. "Unruga" i odesłanie kosztowności mogło być próbą zatarcia śladów przez morderców, którzy z jakiegoś względu postanowili znaleźć kozła ofiarnego. Może przestraszyli się wizyty kpt. Zagórskiego w kwaterze "Hala"? Może zorientowali się, grzebiąc zwłoki mężczyzn w leju, że jedna ofiara przeżyła?

Nie wyklucza to wcale, że "Unrug" mógł być jednym z morderców: "Świadek Walicki poufnie zeznał, że w okolicy Prostej i Twardej przebywał często kapr. "Mucha" oraz dwóch jego towarzyszy, jeden z nich "Mat" (kapr. "Unrug"), i według twierdzeń okolicznych mieszkańców, morderstw tych wraz z rabunkami dokonali wyżej wymienieni. Mieszkańcy jednak, czy to nastawieni przez osoby bliżej nam nieznane, lub z obawy przez zemstą, odmawiali zeznań" - pisze prowadzący śledztwo żandarm "Kłos" (AAN 203/X-32 k. 80).

24.

Kpr. "Mucha", jego brat st. strz. "Wrona" (11 września już jednak, zdaje się, nie żył), kpr. "Dmowski", strz. "Kotek", a zapewne i kpr. "Nosek" oraz kpr. "Unrug" należeli do plutonu st. sierż. "Nowiny". Kapral "Mucha" był w tym plutonie dowódcą drużyny.

"Mucha", "Dmowski" i "Kotek" przed powstaniem wspólnie prowadzili bimbrownię.

O "Musze" czytamy też w raporcie żandarma "Kłosa" z 17 września: "Ustaliłem, że kapr. "Mucha" (prawdziwe nazwisko również Mucha) z oddziału kpt. "Hala" znany jest w okolicy hal mirowskich jako handlarz oraz z tego, że od żydów w czasie, kiedy przebywali w tzw. "gecie" i wydostawali się na dzielnicę "polską", Mucha pobierał od nich łapówki, jak również od tych, którzy dostarczali żywność do dzielnicy żydowskiej wymuszał haracze" (AAN 203/X-32 k. 73).

Mucha ps. "Mucha" - bimbrownik i szmalcownik, kapral AK, był w powstaniu dowódcą drużyny, i to nie zwyczajnej, tylko rzeczywiście "przybocznej bojówy "Hala" ", o której czytamy we wspomnieniach kpt. Zagórskiego.

" "Mucha", "Wrona" i inni chodzili stale na różne rekwizycje, gdyż byli w specjalnym oddziele, których było zadaniem załatwianie spraw zleconych przez D-cę Kompanii [tak w tym dokumencie określany jest "Hal"]" - zeznał jeden z dwóch aresztowanych w sprawie, strz. "Francuz", podkreślając, że sam należy do innego plutonu i z grupą "Muchy" nie ma nic wspólnego (AAN 203/X-32 k. 76).

Kilka godzin przed mordem przy Prostej 4 "Nowina", "Mucha", "Dmowski" i "Kotek" zatrzymali sierżanta "Błażeja" ze zgrupowania "Chrobry II", którego " "Mucha", "Dmowski" i "Kotek" rozpoznali i oświadczyli, że wymieniony przed wybuchem powstania pracując w Policji Polskiej brał od nich łapówki za prowadzenie potajemnej gorzelni oraz że groził doniesieniem do Gestapo, że należą do organizacji niepodległościowej" (zeznanie st. sierż. "Nowiny", AAN 203/X-32 k. 54). "W czasie doprowadzania st. sierż. "Błażej" przyznał się do czynionych mu przez "Muchę" zarzutów i na rogu Siennej i Twardej usiłował zbiec, wówczas kpr. "Mucha" oddał około trzech strzałów do niego, a kiedy się st. sierż. "Błażej" przewrócił i męczył się w agonii, ja oddałem do niego jeden strzał" - zeznał kpr. "Dmowski" (AAN 203/X-32 k. 55).

25.

Abram Bursztyn w 1945 roku pogrzebał szczątki swoich bliskich na warszawskim Cmentarzu Żydowskim.

Kapitan Wacław Stykowski ("Gorczyc", "Hal") umarł w 1981 roku i został pochowany na Powązkach.

Michał CICHY

(W cytatach zamieszczonych w tekście zachowano ortografię oryginałów, zmodernizowano interpunkcję)

Źródła archiwalne:

AAN - Archiwum Akt Nowych w Warszawie, zespoły dawnego Centralnego Archiwum KC PZPR

AWIH - Archiwum Wojskowego Inst. Historycznego w Rembertowie

AŻIH - Archiwum Żydowskiego Inst. Historycznego w Warszawie

YV - Archiwum Inst. Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem, Jerozolima

Lektury:

Reuben Ainsztein: "The Warsaw Ghetto Revolt", Nowy Jork 1979

Marian Berland: "Dni długie jak wieki", Warszawa 1992

Martin Gilbert: "Holocaust", Glasgow 1986

Anka [Anna] Grupińska: "Po kole. Rozmowy z żydowskimi żołnierzami", Warszawa 1991

Chaim Goldstein: "Zibn in a bunker", Warszawa 1962 (cytuję za Ainszteinem, s. 192-194)

Shmuel Krakowski: "The War of the Doomed. Jewish Armed Resistance in Poland 1942-1944", Londyn - Nowy Jork 1984

Bernard Mark: "Walka i zagłada warszawskiego getta", Warszawa 1959

Vladka Meed: "On both sides of the wall", Beit Lohamei Hagetaot (Kibuc im. Bohaterów Getta) 1972

Simcha Rotem: "Wspomnienia bojowca ŻOB", Warszawa 1993

Jonas Turkow: "In kamf farn łebn", Buenos Aires 1949 (cytuję za Icchakiem Rubinem: "Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945", Londyn 1988, s. 540)

Samuel Willenberg: "Bunt w Treblince", Warszawa 1991

Wacław Zagórski ("Lech Grzybowski"): "Wicher wolności. Dziennik powstańca", Londyn 1957

Za pomoc i radę dziękuję przede wszystkim:

Teresa Prekerowa, Konstanty Gebert, Jan Jagielski z ŻIH, Shmuel Krakowski z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie i Andrzej Krzysztof Kunert z Archiwum Polski Podziemnej w Warszawie.



Źródło: http://www.niniwa2.cba.pl/CICHY.HTM

Zdrówka życzę
"Obca jest mi chęć jątrzenia "
Co do tego artykułu Patriotyzm jest jak Rasizm...


tym sensie nowoczesny patriotyzm jest równolatkiem nowoczesnego antysemityzmu.

Tomasz Żuradzki - filozof i politolog, absolwent UJ i London School of Economics, przygotowuje doktorat z etyki

Jak takich rzeczy uczą na UJ i w szkołach w Londynie, to ja pierdole...
Dziś rano przeczytałem ten tekst o patriotyzmie na portalu i mało się kawą nie udławiłem.

Ja pierdolę, propaganda tak gruba, że tow. Moczar by się nie powstydził. Koleżka funkcjonuje chyba w równoległej rzeczywistości.
Goebbels też byłby dumny. Precz z polskim patriotyzmem, bandyci jedni.



Koleżka funkcjonuje chyba w równoległej rzeczywistości.


Przeglądając www.gazeta.pl, odnosze te same wrażenie

Kiedyś wyborczą kupiłem (jedyny i ostatni raz) bo szukalem pracy, a był jakiś tam dodatek z ogłoszeniami, otwieram a tam nius o anarchistach, od razu mi się odechciało szukać w tej gazecie...
walnąłem tekst Żuradzkiegio na harcerzach,oczywiście jak było do przewidzenia reakcja wiadoma
Co ciekawe na portalu GW znajdują się także osobnicy(w nielicznej co prawda mniejszości) którzy bronili tych wypocin ,,patriotyzm jest jak rasizm"-ciekawi mnie czy naprawdę istnieją tacy ludzie czy to redaktorzy gazety w robocie bronią kumpla?

Jeśli tacy ludzie robią doktoraty(mam na mysli tego autora ,,patriotyzm.." to brak mi słów-przecież ten artykuł nie trzyma sie kupy i jest niezgodny z podstawowymi kanonami pracy naukowej.

Co do artykułu wklejonego przez Wrzoska-zadziwiające jest moim zdaniem to,że najbardziej Polaków o morderstwa,antysemityzm itp oskarżali Żydzi , którym Polacy uratowali życie(!!!!)To niejedyny taki przypadek- i to jest przyznaje niepojęte dla mnie. BTW przy aferze z Dobraczyńskim w kanonie lektur GW sugerowała jego antysemityzm akcentując jego przynalezność do Stronnictwa Narodowego i sympatyzowanie z ONR(co skądinąd było prawdą)-tymczasem facet przez członków Żegoty nazwany był ,,polskim Schindlerem", odznaczono go w Izraelu za ratowanie Żydów itp-o tym oczywiscie nie było ani słowa. Chyba to wystarczy za komentarz i świadczy o rzetelnosci tego periodyku...

ps. Skoro Powstancy to tacy antysemici to dlaczego tylu Żydów wsród nich przezyło?I te brednie,że do AL-u wstępowali bo bali się antysemityzmu w AK...
mozna tez okreslic jako signum temporis fakt, iz ow sciek (mowie o AKowskim paszkwilu) nie spotkal, praktycznie rzecz biorac, zadnego mejnstrimowego oporu. paru prawicowych oszolomow, frustratow i chorych z nienawisci faszystow zaprotestowalo na lamach swych niskonakladowych gazetek i to wszystko. kurwa, slabo sie czlowiekowi robi na sama mysl tej rozowej klamliwej koszernej kurwy, jej linii programowej i propagowanego swiatopogladu.

ja rozumiem ze mozna byc skonczonym debilem, nie miec pojecia o ekonomii i ludzkiej naturze, nie radzic sobie w szkole z rowiesnikami i dziewczynami w wyniku czego zostac lewusem. spoko zdarza sie, nieszczescia chodza po ludziach. to co mnie osobiscie wkurwia najmocniej to skonczona obluda rozowych skurwysynow. gazeta wyborcza szerzaca jad, frustracje i nienawisc kazdego dnia, publikujaca zydowskie, antypolskie klamstwa - jednoczesnie uwazajaca siebie za obiektywny, wywazony dziennik jest wlasnie idealnym synonimem owej OBLUDY. owym synonimem jest rowniez zuczek-gownotoczek adam michnik placzacy na lamach zachodnich dziennikow na panujacy w kraju faszyzm i lamanie wolosci slowa, jednoczesnie podajac niepokornych dziennikarzy do sadu za artykuly przedstawiajace prawde o jego osobie. mi osobisicie sie to nie miesci pod kopula jak mocno nalezy sie stoczyc by reprezentowac soba tak skonczona podlosc i moralny upadek?

stana pod sciana

przecież ten artykuł nie trzyma sie kupy i jest niezgodny z podstawowymi kanonami pracy naukowej.
Bo też to nie jest rozprawa naukowa, jeno felieton.


 

Powered by WordPress dla [WIEĹťA WIDOKOWA JAGODA]. • Design by Free WordPress Themes.