Moje "cosie"

WIEŻA WIDOKOWA JAGODA

„Za Przyja”

„I nadszed dzie, w ktrym moja historia dobiegnie koca… to dzisiaj… dzisiaj si wszystko zakoczy… a przez co … przez jeden bd…”
-Ty, Korczak! Nie bujaj w obokach! Kto przyszed do Ciebie. – powiedzia stranik.
-Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus.
-Na wieki. Czego chcesz czarny? Da mi rozgrzeszenie? Po co?! I tak nie pjd w adne z miejsc, w ktre tak zawzicie wierzycie! Bajeczki dla niegrzecznych dzieci!
-Synu…ja chciaem tylko wysucha twej historii. Dowiedzie si, przez co tu trafie.
-Chce ksidz usysze? Po co? Czy pan czarny chce mnie nawrci? Nic z tego!
-Synu, prosz. Opowiedz mi przez co tu trafie.
-Niech strac, powiem. Wszystko przez pewn sytuacj, ktra wydarzya si okoo p roku temu. Mieszkaem w Zawierciu. Miaem dom, w ktrym niczego nie brakowao. Byem jedynakiem, przez co zawsze miaem wszystko, prcz prawdziwych przyjaci. Tych mi zawsze brakowao, ale w kocu w szkole redniej, poznaem Michaa. Jako si tak stao, e bardzo si skumalimy. To by mj jedyny prawdziwy przyjaciel, ale mniejsza o to. Przejd do konkretw. Kilka tygodni przed tym za co tu trafiem, poszedem z Michaem na waksy, ot takie oderwanie od nudnej budy, poszlimy do baru na partyjk bila. Prcz nas byy tam jeszcze jakie panienki, wic eby nie byo nudno, przysiedlimy si do nich. Od sowa do sowa z jedn z nich poszedem do domu. Po drodze zamienilimy jeszcze kilka sw. Miaa na imi Marta, adna, zgrabna panienka, niezbyt mdra, do tego jeszcze atwa, z tego co zdyem wybada po drodze. Weszlimy do domu i od razu poszlimy do mnie do pokoju. Zamknem drzwi i jako tak wyldowalimy w ku… hehe… powiem, e nieza bya. Po skoczonej zabawie odprowadziem j do domu. Wida te jej si spodobao skoro zapytaa czy chciabym powtrzy to jeszcze kiedy. Od tamtego momentu spotykalimy si u niej, bd u mnie i si zabawialimy. Bya z niej najzwyklejsza dziwka, ale mnie to nie przeszkadzao, seks bez zobowiza jest przyjemny. Kontakty z Michaem przez to si mocno ograniczyy, ale nie brakowao mi rozmw z nim. Co ja niby peda jestem, eby cay czas z kolesiem gada?! Wic, na czym to ja… aha… kontakty si ograniczyy. Potem Micha zacz si dobiera do Marty. Nie powinno mnie to interesowa skoro chodzio nam tylko o seks, ale denerwowao mnie to jak si na ni gapi! Powiedziaem mu, e jeli jeszcze raz si z ni spotka, to przemebluj mu twarz. Chyba to do niego trafio skoro przesta, ale niestety dla niego, nie na dugo. Po czterech dniach znowu zacz, a e jestem sownym czowiekiem, wic mu przemeblowanie zrobiem…
-Korczak… zostay Ci 2 godziny, wic si streszczaj z tym gadaniem!!
-Morda klawiszu!! Nie przeszkadzaj jak ludzie rozmawiaj!
-Chopcze, nie przeginaj!!
-Milcz powiedziaem!! Nawet porozmawia nie dadz w spokoju! Cholerny klawisz. Wic po tym znowu by spokj… spotkaem si z Mart jeszcze kilka razy i pewnego dnia oznajmia mi, e ju nie przyjdzie wicej, bo zakochaa si w Michale. W tym momencie dostaem biaej gorczki. Miaem ochot j wyrzuci przez okno, ale wysza jak uderzyem pici w cian. Nie mogem tego zrozumie! Najlepszy przyjaciel odbi mi panienk!! wiat schodzi na psy!! Mj brat, czowiek, ktremu nie raz uratowaem skr, zrobi mi co takiego!! Cay dzie chodziem wcieky! Nastpnego dnia widziaem ich razem, znowu biaa gorczka. Jedyn rzecz ktra mnie powstrzymaa od pobicia go, bya policja, ktra jak zawsze musiaa si zjawi tam, gdzie nie powinna. Przestaem przez to chodzi do szkoy, bo jakbym go zobaczy, to bym go od razu zabi. No, ale kiedy musiaem niestety i. Miaem to szczcie, e ich nie byo w budzie. Po szkole poszedem do baru, gdzie poznaem Mart. Los chcia, e ich tam spotkaem. Nie wszedem, nie miaem zamiaru przyglda si jak si mizgaj. Tego samego dnia poszedem do sklepu myliwskiego i kupiem n. Jeszcze wtedy nie przychodzio mi na myl zabjstwo, po prostu musiaem kupi na biwak, ktry mia by za dwa tygodnie. Przygldaem si ostrzu i widziaem w nim swoje odbicie. Wygldaem niczym sam szatan. Podoba mi si taki wizerunek.
-Synu w mej obecnoci akurat mgby si powstrzyma od takich komentarzy.
-e niby mam przeprosi? mieszny jeste czarny! Mj szataski wizerunek by wietny! Ten ogie berserka w oku… ech pikne… wtedy wanie przyszo mi na myl, eby Michaowi zrobi kolumbijski krawacik, a tej maej szmacie powikszy „troszk” usta.
-Synu, co Ty mwisz?!
-Czarny, a mylisz, e za co tu czekam na krzeso, co?! Za zajebanie babci kilku cukierkw?! Czowieku troch wyobrani!
-Szatan Ci opta! –powiedzia ksidz.
-A niech we mnie siedzi! Mnie to pasuje!! HAHA!!
-W imi Ojca i Syna i Ducha w.
-Twoje ceregiele nic tu nie pomog! Daj mi skoczy. Przecie chciae wiedzie, co si konkretnie stao… tak wic te myli si nasilay z dnia na dzie, tym bardziej, e musiaem oglda ich gby w szkole. Nieoczekiwanie Micha, ktrego dnia podszed do mnie i powiedzia, ebym nie mia mu tego za ze, e odbi mi dziewczyn. Oczywicie, ten jego szyderczy umieszek dao si zobaczy z kilometra. Jego sowa rozpaliy we mnie istny poar, ktrego w aden sposb nie dao si ograniczy!! Wtedy wanie postanowiem, e si nimi zajm. Nikt nie bdzie ze mnie robi frajera!! Nastpnego dnia umwilimy na waksy, e niby takie na zgod, szlimy przez park do baru i wtedy wyjem n. Wbiem go tej maej szmacie prosto w plecy!! To byo takie przyjemne. Micha zacz ucieka, ale nie udao mu si to, mia tego pecha, e byem szybszy od niego w biegach, dopadem go i przyoyem mu n do garda. Powiedziaem tylko jedno zdanie: „ Za przyja” i przecignem ostrze po szyi. Krew po niej spyna, a mnie ogarna rado. To byo najdziwniejsze uczucie jakie doznaem. Przez to wszystko zapomniaem zabra n z miejsca zbrodni i tylko dlatego mnie psy dopady, i tylko przez to teraz jestem tu i czekam na koniec tej enady.
-Widzisz chopcze… pite przykazanie mwi prawd: nie zabijaj!
-Daj spokj czarny! Prdzej uwierz w to, e kade wyrzdzone przez nas zo kiedy do nas wrci w ten sam sposb. Zabiem, zostan zabity, czysty kodeks Hammurabiego, oko za oko, zb za zb.
-Korczak! Idziemy! – powiedzia do Korczaka stranik.
-Trzymaj si czarny! Mio si rozmawiao.
-Niech Bg ma Ci w swojej opiece! W imi Ojca i Syna i Ducha w.

Stranik zabra Korczaka. Po przywizaniu go do krzesa, sdzia odczyta wyrok:
-Za podwjne zabjstwo, sd skaza Marcina Korczaka na mier. Taki zwyrodnialec jak Ty, nie zasuguje na nic innego, jak tylko na to. Wykona wyrok!!
Po tych sowach jeden ze stranikw pocign dwigni w d, wiato przygaso, a przez ciao Korczaka przepyn prd…


No co lepszego ni poprzednie co czytaem szkoda e nie o ca
moja pierwsza reakcja? powiem ci Przeraziem si e to takie dugie gwno co musze przeczyta aby mc je skrytykowa i wymia napisane nie wiadomo po co przez jakie dzieci co nie maj co robi w szkole ale...
Wow co nowego niele ale ja wole czyta co z jajami ni dramaty czy tam co nie znam si na sztuce po prostu mi wystarczy e obejrz wiadomoci i spoty wyborcze to jest wystarczajca dawk dramatu
Oj troch si rozpisaem za duo kto bdzie chia czyta taki dugi komentarz

a tak serio to A to piszesz dla przyjemnoci czy jako ksik czy co innego??
a moe zaraz si okae e jeste J.K Rowling hehe
To akurat pisaem na konkurs...daawno temu oglnie to pisuj dla przyjemnoci albo z nudw (na lekcjach si zdarzao). Tekstw z jajem powiadasz...no takich nie posiadam ale mam co z pogranicza fantastyki. Poszukam co tam mam na dysku i zaraz wrzuc

Przykad nudnej lekcji. Jest kilka bdw, ale nie mam czasu poprawi.

Ciemno…

Ciemna, bezgwiezdna noc. Las, a waciwie dobrze odrzewiony park. Id ciek wrd drzew, ze swym jedynym towarzyszem tej nocy, ktrym jest na wp zakryty ksiyc. Nie wiem dlaczego, ale wychodzc z domu, zabraem ze sob swj n. Wyjem go z pochwy i przygldaem si zaciemnionemu ostrzu. I ni std, ni zowd jakby czas stan w miejscu, dziwne wizje pojawiajce si w gowie i strach. Obudziem si lec na ciece, a kawaek dalej, lea mj n. „Co to byo?” – pomylaem – „Czyj krew widziaem? Kim bya ta zakapturzona posta? Co si ze mn dzieje?! Czy ja oszalaem?! Przecie tu nikogo nie ma! Kurwa, ja jestem sam w tym pieprzonym lesie!!!”. Wstaem, otrzepaem si, podniosem n z ziemi i poszedem dalej. Przerwany spokj tego miejsca zamieca mi umys; „Co to byo?”. I nagle poczuem jakby kto sta za mn, czuem nawet lodowaty ucisk na swym ramieniu. Drugi raz tej nocy ogarn mnie strach, sparaliowa moje ciao. Baem si odwrci, by zobaczy kto za mn stoi. „Twj czas nadchodzi.” Syszaem w swojej gowie. Ten gos by straszny, by zimny i jakby przesiknity mierci. „Twj czas nadchodzi” Znowu ten zimny gos, „Odwr si chopcze i zobacz swoje przeznaczenie”. Lodowy ucisk znikn , a strach opuci moje ciao. „Odwrci si?”. Nie wiedziaem co zrobi. „Jeli nadszed mj czas, zgin” Wariowaem, nie wiedziaem co robi. Powoli i niezdecydowanie odwracaem si. Odwrciem gow. Ta scena. Ja ju to widziaem. Wizja… powoli si urzeczywistnia.
W bladym wietle ksiyca widziaem jak kilku mczyzn dobiera si do jakiej dziewczyny. Prbowaa si wyrwa i uciec, ale mocne uciski napastnikw skutecznie jej to uniemoliwiay. Gniew wzbiera si we mnie, gdy jeden z tyk skurwieli roztarga jej bluzk i dobiera si do jej nagich obnaonych piersi. Moja do coraz mocniej obejmowaa rkoje noa. Myli w gowie kryy z prdkoci wiata. „Pomc jej czy j zostawi? A jeli nie dam rady? Jeli wyrw mi n i mnie zabij? Nie, nie mog im na to pozwoli. Musz pomc tej biednej dziewczynie! Kurwa, pozabijam ich!!” Ruszyem biegiem w ich stron, mocno ciskajc n. Ju nie mylaem, nie miaem o czym. Bdzie co ma by.
Dobiegaem do nich. Nic si ju dla mnie nie liczyo poza tym, eby pomc tej dziewczynie. Ona ma szanse, a mj czas, jeli to co usyszaem byo prawd, dobiega koca. Adrenalina sigaa ju maksymalnego poziomu, serce walio niczym dzwon. W oczach pojawi si ogie. Ch mordu, czyste szalestwo dodawao mi si. Starci byo ju nieuniknione. Zauwayli mnie. Rzucili dziewczyn na ziemie i ruszyli powoli w moj stron. „Chcesz struga bohatera chopczyku? Rzu ten noyk, bo si jeszcze skaleczysz!” - krzycza jeden z nich – „Takie zabawki nie s dla dzieci!”. Byli ju coraz bliej. „Nie, nie odwrc si!” Wszystko byo ju przesdzone. Rzuciem si na tego najbardziej wysunitego kolesia. Kurwa, zapa moj rk, w ktrej miaem n. „A teraz grzecznie oddasz mi swj scyzoryk”. Wyrwa mi ostrze. „Widz chopczyku, e lubisz si bawi… wic baw si DALEJ!!!” I wbi mi n w udo. Krew szybko przesika przez spodnie, na ktrych pojawia si czerwona plama. Pojedyncze krople posoki skapyway na ziemi. „A teraz si nie wpierdalaj midzy dorosych, bo skoczy si to dla Ciebie o wiele gorzej”. Rzuci mn o ziemi jak szmacian lalk. Znowu zabrali si za dziewczyn. ciekajca krew potgowaa mj gniew. Ch mordu znowu przysza i ogarna moje ciao. Chwyciem za n i wyszarpnem go z rany. Piekielny bl przeszed przez kady centymetr mojego ciaa, a krew sczya si z rany jeszcze mocniej. Z czerwonego od posoki ostrza, skapyway jeszcze jej
No naprawde fajnie si to czyta. Nielubie czytac ksiek ani opowiada ale twoje z pewnoci by mnie zaciekawiy. Naprawde niele GRATULACJE


To moje pierwsze opowiadanie jakie napisaem.

"Anio mierci"

Anio mierci z grobu powstaje... zabierze dusz... mio zostanie...

Caa ta historia zacza si kiedy miaem 16 lat...
Miaem bardzo spokojne usposobienie jak na swj wiek... ciko mnie byo wyprowadzi z rwnowagi.
Nie mog powiedzie ze byem chodzcym anioem... tego nikt nie moe o sobie powiedzie. Jak kady chopak lubiem od czasu do czasu si zabawi. Z tego powodu wanie niejednokrotnie miaem styczno z policj.
Pewnego dnia idc z moja ekipa przez miasto zasabem. Musiaem jecha na badania do szpitala. Po krtkim pobycie w nim i kilku testach wypucili mnie do domu. Szybko zapomniaem o tym wydarzeniu kiedy to zadzwoni telefon i kazali stawi si moim rodzicom w szpitalu. Poszedem z nimi. Lekarz o czym z nimi rozmawia. Spogldajc na ich twarze wiedziaem ze wieci nie s zbyt dobre. Wychodzc z budynku spytaem co si stao, jednak odpowiedzi nie usyszaem. Stwierdziem e nie ma sensu si pyta dalej bo i tak si niczego nie dowiem. Postanowiem si wama do systemu szpitala i samemu zobaczy moje wyniki. Poszo mi to zaskakujco atwo. Przegldajc karty w kocu trafiem na te waciw. Nic nie rozumiaem z tego bekotu napisanego na karcie. Na samym jej dole jednak bya napisana diagnoza: rak. Moj wiat leg w gruzach. Nie spodziewaem si, e ja, osoba rzadko chorujca, mog mie tak powan chorob.
Nie mogem spa tego wieczoru. Nastpnego dnia z samego rana wyszedem z domu. Poszedem w gry gdzie znajdowaa si jaskinia w ktrej razem z kolegami czsto spdzalimy wsplnie czas na treningach walk ulicznych. Siedzc w gbi groty rozmylaem o tym ile czasu mogo mi pozosta.
Moje skupienie przerway jednak glosy przyjaci. Zdziwieni moim wczesnym pojawieniem si w jaskini spytali co ja tam robie. Nic im nie odpowiedziaem i wyszedem. Postanowiem przej si na miasto. Idc przez park zobaczyem pikn dziewczyn. Ona mnie tez chyba zobaczya bo si umiechaa w moja stron. Nie podszedem do niej chocia miaem ch to zrobi. Poszedem do domu. Powiedziaem moim rodzicom e przez reszt dnia chce by sam. Wczyem komputer, puciem sobie spokojna muzyk, i si pooyem. Nie sdziem ze bd mg spa. A jednak. Po duszym suchaniu muzyki usnem. Kiedy si obudziem by juz wieczr. Stwierdziem e i tak mam juz noc za sob wiec nie ma sensu siedzie w domu. Wyszedem przez okno i pobiegem do parku. Byo ok. godziny 24. Usiadem na awce w rodku parku. Zaczem przemyla cale swoje ycie. Stwierdziem e byo nudne. Cay czas tylko szkoa koledzy i nic poza tym. Jak umr, a pewnie si tak niedugo stanie, nikt oprcz moich rodzicw, nie zauway ze mnie juz nie ma. Postanowiem ze z samego rana znowu przyjd do parku. Moe znowu ja spotkam. Wracajc do domu, nieoczekiwanie zobaczyem j jak siedzi na jeziorem. Podszedem do niej. Spytaem co robi sama o tej porze w parku. Odpowiedziaa e lubi czasem przyj nad jezioro i popatrze jak ksiyc si w nim odbija. Siedzc z ni i rozmawiajc dusz chwile powiedziaem jej ze mi si podoba. Odpara ze ja jej te. Spytaem(przecie i tak nie miaem nic do stracenia) czy moglibymy by par .Zgodzia si na to. Odprowadziem ja do domu. O dziwo mieszkaa niedaleko mnie. Idc do domu mylaem czy mam jej powiedzie o mojej chorobie. Postanowiem ze jej na razie nic nie powiem.
Byem juz niedaleko domu kiedy zza zakrtu wyszo 3 goci. Powiedzieli do mnie e jeli nie dam im kasy to poauj. Nie miaem przy sobie adnej gotwki. Byli oni uzbrojeni w kije bejsbolowe. Jeden z nich syszc moje sowa uderzy mnie z caej siy w ty gowy. Upadem, zapada ciemno. Po chwili w mojej gowie pojawia si posta. Miaa skrzyda. Kiedy ju j widziaem dosy wyranie zacza cos do mnie mwi. Przedstawi si jako Anio mierci. Przestraszyem si bo pomylaem ze to juz mj koniec. Jednake okazao si ze Anio ten przyszed powiedzie mi, e bdzie mnie chroni. Obudziem si nagle. Okazao si ze jestem w domu. By tam take policjant. Rozmawia z moim tat. Kiedy zobaczyli ze zaczynam si budzi, podszed do mnie i powiedzia ze to cud ze w ogle yje. Zacz mnie wypytywa jak wygldali Ci ktrzy mnie napadli. Miaem pustk w gowie. Nic nie mogem powiedzie. Nie mogem si ruszy, czuem si jakbym by sparaliowany. Policjant chyba zauway ze niczego si nie dowie podzikowa tylko i wyszed. W tej chwili pojawi si w moim pokoju mj tata. Pyta si dlaczego sam o takiej porze poszedem "na spacer". Nic mu nie powiedziaem. Wyszed z pokoju. Cay czas sycha byo jak z gonikw komputera leci muzyka. Mylaem o tej wizji ktr miaem jak dostaem w gow. "Anio mierci bdzie mnie chroni"
pomylaem ze to nie moe by prawda, ze anioy nie istniej.

Anio mierci przyjdzie zabra mnie do krainy tysica r...

Czy na pewno to bya tylko wizja czy te co wicej?...nie wiem…nie mam pojcia. Nigdy nie wierzyem w anioy Anie w diaby. By to dla mnie bajka. Jednak ta wizja bya bardzo realna. Tak realna, e gdybym tylko mg wtedy wycign rk, na pewno bym go dotkn.
Zblia si noc, a ja dalej nie mog si ruszy. Mam jednak nadziej, e tj nocy, Anio znw si pojawi. Nie mog si rusza wic nie ma sensu ebym nie spa. Zamknem oczy i szybko zasnem.
Kolejna wizja, a w niej ta sama posta mwica spokojnie ale zdecydowanie, tak jakby bya bogiem. Ta sama kwestia: ”bd Ci chroni chopcze”.
Ranek, kolejne przemylenia na temat moich snw z anioem. Tym razem ju jednak nie domysy, teraz to ju fakt. On od teraz jest moim anioem strem. Anio ktry wada yciem i mierci bdzie moim przewodnikiem w dalszym, krtkim, yciu.
Zbliao si poudnie, dalej le w ku. Nie dlatego, e nie mog si rusza lecz dlatego, e nie chc nigdzie wychodzi. Nie chc nawet spotka si z moj ukochan, bo wiem, e jeli si z ni spotkam, bd musia jej powiedzie o swojej chorobie.
Kto zadzwoni do drzwi. Nie interesowao mnie kto. Po chwili drzwi mojego pokoju otworzyy si. Pojawia si w nich moja Ona. Zdziwiem si widzc j u mnie. Zamkna drzwi i usiada przy mnie. Zaczlimy rozmawia. Cay czas zastanawiaem si jak jej o tym powiedzie... jak jej powiedzie, e nie moemy by razem, e moje ycie bdzie krtkie. W kocu jednak si przeamaem. Zaczem delikatnie. Dochodzc do sedna sprawy zatrzymaem swoje myli. Powiedziaem to w co najbardziej na wiecie nie chciaem wierzy: ”Kochanie, nie moemy by razem. Jestem chory, miertelnie chory. Nie wiem ile jeszcze zostao mi czasu, ale nie bdzie dobrze jeli si do mnie przywiesz. Kocham Ci i nie chc eby cierpiaa. Dlatego prosz, zostaw mnie. Dla mnie i tak nie ma ju nadziei.”
Po tych sowach zacza paka. Nic nie mwia, ale ja wiedziaem, e j to strasznie zabolao. Przytuliem j. To bya trudna decyzja, ale wydaje mi si, e najlepsza. Ocierajc zy powiedziaa, e nie opuci mnie choby nie wiem co si wydarzyo. Nie mogem w to uwierzy. Dziewczyna ktr spotkaem 2 razy, ktra nawet mnie nie zna, zakochaa si i mnie nie opuci. Teraz ja miaem chwile saboci emocjonalnej. Spojrzaem jej gboko w oczy. Mona z nich byo odczyta 2 sowa: ”Kocham Ci”.
Chciaem by ta chwila trwaa wiecznie. Wpatrzeni w siebie, bez sw, trwalimy tak kilka minut. Do pokoju wpad mj ojciec przerywajc ten pikny moment. Oboje spojrzelimy na niego. Przeprosi i wyszed, a my zaczlimy si mia. Dugo jeszcze rozmawialimy. W koca zapad wieczr. Powiedziaem, e j odprowadz, jednak ona si na to nie zgodzia. Ja jednak jestem uparty i postawiem na swoim. Szlimy tak trzymajc si za rce. Moment jak w filmie: dwoje zakochanych ludzi idzie spacerkiem przy blasku ksiyca.
W kocu doszlimy do jej domu. Poegnalimy si. Ca drog powrotn mylaem tylko o niej, o mojej ukochanej. Po powrocie do domu od razu pooyem si spa. Prawie natychmiast usnem. Obudziem si oblany potem. Miaem straszny sen. Widziaem w nim siebie, ale martwego siebie. Widziaem ca ceremonie pogrzebow. Byli na niej moi przyjaciele i dziewczyna. Widziaem mnstwo kwiatw, ale najbardziej moj uwag przykuy 2: czarna i czerwona ra. Domylam si, e byy od niej. Widziaem jej twarz. Widziaem twarze wszystkich ale jej bya inna. Wszdzie byo sycha pacz, a ona staa w wielkiej powadze, nie ronic adnej zy. Tylko ona: pikna, powana i smutna. Z jej ust mona byo wyczyta jedno zdanie: „Bd Ci kocha nawet po mierci.” Nie wiem czy to bya wizja niedalekiej przyszoci czy po prostu zwyky sen, ale przestraszyem si. Nie usnem ju. Nawet nie prbowaem. Ten sen by zbyt straszny i nie chciaem eby si powtrzy. Strach nigdy nie mia takiej wielkiej mocy jak dzi. To czy ta noc bya prorocza okae si w niedalekiej przyszoci…
Kolejny dzie, kolejne przemylenia i kolejne spotkanie z lekarzami.
Kilka bada i pogadanka z moimi rodzicami. Pewnie nic nowego im nie powiedzieli, bo ich miny nie byy najlepsze. Ja ju si tym nie przejmuje. Kady kiedy musi odej. Ale cay czas nurtuje mnie jedno pytanie, dlaczego ja? Teraz kiedy moje ycie zaczo si ukada, kiedy to spotkaem osob, ktra mnie naprawd kocha, kiedy nareszcie mam dla kogo y.
Nie mog si z tym pogodzi. Nie umiem. Kiedy mylaem jakby to byo gdybym umar, gdyby mnie na tym wiecie nie byo. Teraz za myl jak to bdzie gdy odejd. Moja mier sprawi bl wielu osobom; nie tylko rodzicom ale take i przyjacioom oraz tej jedynej. Jej chyba najbardziej. Chocia… ona wcale mnie nie zna. Jestemy ze sob zbyt krtko, a jednak czuje, e j to bdzie bolao najbardziej. Ale co ja mog zrobi. To jest choroba, z ktra nie da si wygra, ale te nie mona si jej podda.
Trzeba walczy do koca nawet jeli ta walka nie bdzie miaa sensu.

Min ju miesic, a ja czuj si coraz gorzej. Choroba zabijaa mnie od rodka, zreszt nie tylko choroba. Cige zabiegi nawietlania i chemia rwnie nie poprawiay mojego stanu. Ju przestaem wierzy w obietnice Anioa, o tym e bdzie mnie chroni. Nie zrobi tego do tej pory to ju pewnie w ogle nie zrobi.
Stracona nadzieja, stracone marzenia, stracone ycie, to jedyne co mam, chocia jest przecie i ona. Ale czy zostanie do koca tak jak obiecaa? Oby, bo gdy odejdzie przepadnie wszystko. Zawsze jest tak, e gdy si ycie zaczyna ukada to los psuje nam zabaw. Nigdy nic nie jest proste, a jeli ju to zaraz przepada. Moe moja choroba jest prb, za ktr otrzymam nagrod? A moe ju j mam tylko musz j utrzyma. Zobaczymy. Jak wyzdrowieje to ju nie bd taki jak dawniej. Zaczn szanowa to co mam, bo wczeniej tego nie doceniaem.

Nowy dzie. Jeden bliej do koca. Dowiedziaem si ile czasu mi zostao. Maksymalnie rok, jeli si nie poddam, ale ja ju nie mam siy. Jestem tym wszystkim zmczony. Dzisiaj na szczcie id si spotka z moim socem. Po kilku dniach rozki to bdzie co piknego. Ale niestety nie bd mia dla niej dobrych wieci. Rok ycia, tylko jeden rok.
Idc do niej zastanawiaem si czemu tak wyszo. Jedno spotkanie, ktre byo bardziej przypadkiem, ni zaplanowanym dziaaniem, odmienio ycie nas obojga. Ona pokochaa mnie, ja pokochaem j. Uczucie niczym jak w filmie, od pierwszego wejrzenia. Tylko to jest raczej dramat. Ona bdzie ya dalej, a ja mog w kadej chwili odej do wiata z ktrego nie ma powrotu.
Umwilimy si w parku, w miejscu naszego pierwszego spotkania.
Ju tam czekaa. Siedziaa pod drzewem. Podszedem do niej. Od razu skoczya mi w ramiona. Wtulaa si z caych si tak jakby to miao by nasze ostatnie spotkanie. Usiadem obok niej. Wpatrzeni w siebie, niemal bez ruchu, w ciszy. W kocu przerwaem to milczenie. Musiaem jej to powiedzie: „ Kochanie musz powiedzie Ci co wanego…” zaczem „… zosta mi rok ycia.”. Po tych sowach spojrzaem jej prosto w oczy. Zobaczyem jakby jej serce pko z blu. Popyny zy. Znowu cisza. Nagle ona zacza co mwi: „Nie opuszcz Ci. Nie teraz. Nie wiem jak to moliwe, ale pokochaam Ci tak jakbymy byli razem kilka lat, a przecie jestemy ze sob tak krtko…” cigna dalej „… jeli bym Ci teraz zostawia nie darowaabym sobie tego.” Zamurowao mnie. Nie wiedziaem co odpowiedzie. Znowu wtulia si we mnie bardzo mocno. Dopiero teraz rozumiem, e mam po co walczy, e mam cel do ktrego musze dy. Siedzielimy tak i rozmawialimy jeszcze dugo, a nasta wieczr. Musielimy si rozsta. Odprowadziem j do domu. Wracaj, niespodziewanie w dobrym humorze, znowu miaem okazje spotka tych kinoli co mnie napadli. Strach. Przypyw adrenaliny. Wszystko w rodku mwi: „uciekaj”, ale nie uciekn. Naga wizja, pojawi si mj Anio: „Ja Ci pomog” i poczuem jakby wstpiy we mnie siy herosa. Strach uciek a nadszed sza. Sza jakiego nigdy nie widziaem. Tak jakby czas przyspieszy. Wszystko trwao sekundy. Poczuem jak zimna stal ostrza mija moje ebra. Nic mi si nie stao, natomiast, oni uciekli. Staem na tej ulicy dyszc szybko ze zmczenia. Upadem. Mj Anio znowu mnie nawiedzi: „Mwiem, e Ci nie opuszcz.”. Dotrzyma danego mi sowa. Ocknem si. Wiedziaem co si stao ale nie mogem dalej w to uwierzy. Choroba ktra jest we mnie z kadym dniem czyni mnie sabszym, ale teraz ju wiem, e w walce z ni nie jestem sam. Mam swoj ukochan i mam Anioa ktry dodaje mi si.
Wrciem do domu. Czuem jak wszystko si we mnie jeszcze gotuje. Taka agresja, taka sia jakiej nigdy bym si nie spodziewa. Nie robiem ju nic. Postanowiem si od razu pooy i i spa. Miaem cich nadziej, e przynij mi si mj Anio. Zasnem. Moje nadzieje si speniy. Anio przyszed. Jak nigdy zaczlimy rozmow. Normalny dialog o tym co si wydarzyo. W pewnym momencie powiedzia do mnie: „Na pytanie „dlaczego ja” otrzymasz odpowiedz, ale nie teraz. Jeszcze na to za wczenie.” Ja mu na to: „Dlaczego za wczenie? ja to musz wiedzie. Dlaczego wanie ja musz z tym y. Dlaczego?” Zapad cisza a Anio ulotni si jak mga. Rano obudziem si z dziwnym uczuciem alu mieszajcego si ze zoci. Kolejna rozmowa z ktrej nic nie wyniko. adnej odpowiedzi. Dalej musz y w niepewnoci jutra. Czy ono dla mnie nadejdzie czy te noc moe okaza si ostatni.
Ten dzie by zimny i deszczowy. Nie miaem zamiaru nigdzie wychodzi, ale w pewnym momencie poczuem, e musz si spotka z moj dziewczyna. Czyby to miao by nasze ostatnie spotkanie czy tylko tsknota do ukochanej osoby?- Nie wiem. Wyszedem z domu. Pada deszcz i zaczy bi pioruny, ale ja nie miaem zamiaru biec. Lubi spacery podczas burzy. Lubi pioruny, ich moc i potg niszczenia. Ta nieokieznana sia. W tak pogod duo myl. Szczeglnie teraz, gdy jestem chory.
Doszedem do jej domu. Ju miaem dzwoni do drzwi kiedy otworzyy si a w nich stana ona gotowa do wyjcia. Nie mwia nic, chwycia mnie tylko za rk, a jej spojrzenie mwio: „Id za mn.” Poszlimy na skay. W tym deszczu na samym ich szczycie usiedlimy. Chwila milczenia zdawaa si by godzinami. Nie wiem co si dziao, a moe nie chciaem wiedzie. Odwrcia gow w stron gdzie zaczo pokazywa si soce. Po chwili odwrcia j z powrotem w moj stron. Bya caa we zach. Zapytaem co si dzieje, ale nie uzyskaem odpowiedzi. Widok jej zapakanej twarzy sprawia mi bl. Nage poczuem jak robi mi si sabo, jak wszystkie siy odchodz. Upadem gow na ska. We nie zobaczyem Anioa. Tak jakby czyta w moich mylach powiedzia: „Nie, to jeszcze nie koniec.”
Obudziem si. Leaem na ku, ale nie na swoim lecz szpitalnym. Nikogo obok nie byo. Cisza i pustka. Co si stao? Dlaczego tu jestem? Kto mnie to przywiz? Niczego nie pamitaem. Niczego prcz jej zapakanej twarzy. Po chwili do sali weszli moi rodzice. Nie miele zbyt radosnych min. Za nimi wszed lekarz. Przymkn drzwi. Zacz co do mnie mwi, ale bl gowy nie pozwala mi niczego zrozumie. Przez uchylone drzwi zobaczyem j, smutn ale powan. Gdy wszyscy opucili pokj, ona niepewnym krokiem wesza do rodka. Usiada obok. Pooya gow na moim ramieniu i zacza paka. Przez zy mwia: „Mylaam, e to ju koniec, e Ty… e umare.” Zamilka. Nie mogem z siebie wydusi sowa. Nie wiem czy to od tego uderzenia czy to by po prostu szok.
Opowiedziaem Karolinie, bo tak miaa na imi, o moim Aniele. Nie chciaa mi zbytnio uwierzy. Nie dziwi jej si bo ja te z pocztku w to nie wierzyem. Ale gdy powiedziaem jej o wydarzeniach nocy kiedy j odprowadziem, uwierzya. Nasza rozmowa trwaa by pewnie jeszcze duej, ale musiaa i. Znowu do pokoju weszli rodzice. Zaczli mwi: „Synu, oprcz raka co jeszcze Ci atakuje. Lekarze jeszcze nie wiedz co to jest. Musisz zosta w szpitalu jeszcze kilka dni.” Kolejny cios. Jeszcze bardziej bolesny. Mwili dalej: „Lekarz mwi tylko, e te ataki bd si nasila, a ktry z nich moe okaza si miertelny.” To byo chyba najgorsze co mogo si przytrafi. Nie mogem w to uwierzy. Teraz gdy zaczynaem walk z chorob, nastpna zaczyna we mnie kry. To jest niesprawiedliwo losu. Teraz ju wiem co czuj ludzie ktrzy si poddaj i godz ze mierci. Ja musz zrobi to samo. Nie ma ju nadziei, nie mam ju si by walczy dalej. Nawet jeli ona dalej przy mnie bdzie to i tak nie mam ju szans na wyzdrowienie.
Rodzice wyszli z pokoju a ja zaczynaem si zastanawia jak przekona Karolin eby odesza ode mnie. Musi odej. Moje ycie si skoczy, a jej bdzie trwa dalej. Niech trwa, ale ju beze mnie. Jak wida nie jest mi dane by szczliwym. Moje ycie jest i bdzie jedn wielk pomyk. wiat jest okrutny, ju tego dowiadczyem. Przez cae swoje ycie nie zrobiem nic, by uczyni je lepszym, a teraz kiedy spotkaem kogo kogo kocham, musz odej. Teraz nawet mj Anio mi nie pomoe, nawet jego szczere chci nie sprawi, e wyzdrowieje. A moe lekarze si myl? Moe po prostu zemdlaem z powodu zmczenia? Rak przecie osabi mj organizm. Czemu si oszukuj? Przecie takie zudne nadzieje mog tylko pogorszy sytuacje. Musz si z tym w kocu pogodzi. Ja umr i nic na to nie poradz ani ja, ani lekarze, ani nikt inny.
Nareszcie wyszedem ze szpitala. Lekarze nic nie wykryli, albo nie chcieli nic powiedzie. Musz si spotka i jej o wszystkim powiedzie. Tylko, e nie wiem jak. Jeli powiem eby mnie zostawia, nie zgodzi si. A jeli powiem, e musz j opuci, bardzo j zrani. To bdzie trudna rozmowa, ale tylko ona moe zmieni jej los.
Min tydzie od mojego wyjcia a ja dalej nic nie zrobiem. Nie mam na tyle odwagi. Jak jej to powiedzie? Czy w ogle mwi? Wiem, e powinienem, ale… nie wiem, ja ju nic nie wiem. Nie zrobi nic pki bd siedzia w domu z zaoonymi rkami. Trudno! yj si tylko raz. I tak nie mam nic do stracenia. Jutro z samego rana pjd do niej i wszystko opowiem. A teraz id spa. Mam przeczucie, e spotkam si z moim Anioem. Niespodziewanie szybko zasnem. Miaem racj. Anio przyszed do mnie. Zaczlimy rozmow: „Chopcze, Twj czas nieubaganie pynie. Moja misja wkrtce si skoczy. Ale zanim wszystko stanie si jasne, musisz zaatwi kilka spraw.” Przeraziem si: „ Ale czy to znaczy, e ja… ja umr?” – „ Ja nic takiego nie powiedziaem. Poinformowaem Ci tylko o tym, e moja misja si koczy.” Anio po tych sowach znikn.
Rankiem obudziem si zlany potem. Nie wiem czemu, przecie Anio powiedzia tylko, e jego misja si koczy. Ale co to oznaczao. Jaki bdzie ten koniec? Przekonam si wkrtce. Teraz musz i do Karoliny. Dziwnym trafem pogoda pasowaa do sytuacji jaka bdzie miaa miejsce. Deszcz, wiatr i pioruny. W sam raz na rozmow o rozstaniu.
Wyszedem z domu. Jak ja jej to powiem? Nie umiem tego zrobi, nie umiem jej tego powiedzie wprost. Droga do jej domu trwaa cae wieki, albo ja tak wolno szedem… sam nie wiem… ca drog mylaem. Stanem w miejscu, zawahaem si. Nie mog i do niej, ale przecie musz co zrobi. W kocu doszedem do jej domu, stanem przed furtk do jej placu.

Umiercony przez Anioa mierci

Czas jakby si zatrzyma w tej chwili. Wszystko zdawao si pyn tak powoli. Moje myli kbiy si, a ja czytaem je jakby otwart ksik, ktr kto na bieco pisze. Jedno zdanie przykuo moj uwag: „Zrb dla innych to czego nie zrobisz nigdy dla siebie”
Podniosem rk aby otworzy furtk i w tej chwili zapada ciemno. Pojawi si Anio: „Moja misja dobiega koca. To ju koniec. Nie mog duej zwleka. Zmarnowae szans ktr Ci dawaem. egnaj… moe kiedy znowu si zobaczymy.”
Ostatnie sowa, a tak gone. Wszystko si skoczyo. Zostay tylko nie zaatwione sprawy.
Jeszcze raz pojawi si Anio: „Teraz zobaczysz to co widziae ju kiedy” i zobaczyem swoj ceremonie pogrzebow. Byli na niej moi przyjaciele i dziewczyna. Widziaem mnstwo kwiatw, ale najbardziej moj uwag przykuy 2: czarna i czerwona ra. Domylam si, e byy od niej. Widziaem jej twarz. Widziaem twarze wszystkich ale jej bya inna. Wszdzie byo sycha pacz, a ona staa w wielkiej powadze, nie ronic adnej zy. Tylko ona: pikna, powana i smutna. Z jej ust mona byo wyczyta jedno zdanie: „Bd Ci kocha nawet po mierci.”
Teraz ju wiem co to znaczy mio. Nie znikn nigdy z tego wiata. Zawsze bd w sercu tej, ktra mnie pokochaa, i w sercu tych ktrzy ze mn byli.

KONIEC
O losie ale czytania mam nadziej ze nie zmarnuje czasu

Dobra przeczytaem ale wedug mnie powiniene napisa ksik nie ma co
Masz talent po prostu pisz
Moje umiejtnoci s za mae na napisanie czego wikszego.
szkoda a nie pomylae aby gdzie opublikowa w gazecie magazynie??
Nie i nie mam zamiaru Za sabe to jest.
Co co zaczem, nie skoczyem i nigdy zapewne nie skocz.

Abbadon

Nazywam Abbadon. Jestem Anioem mierci. A paradoksalnie moim zadaniem jest ochrona ycia ludzkiego przed zagad z rk jedcw apokalipsy. Ci czterej sudzy chaosu s zdolni do wszystkiego by tylko zniszczy ycie na tej piknej planecie jak jest ziemia. Na szczcie mog oni si pojawi tylko po zerwaniu siedmiu pieczci. Jak do tej pory zdarzyo si to raz. Kiedy?
A znacie teorie o meteorycie ktry spowodowa epok lodowcow...to nie by meteor, tylko oni. Na ziemi wtedy istniao plemi stworzone przez samego Boga. jakim cudem zerwali oni te 7 pieczci i na ziemi wybucho pieko. Ale na szczcie Bg zesa swych czterech najwierniejszych sugusw by zniszczyli panujce wtedy istoty. Udao si ale za cen ycia tyche aniow. Teraz odradzaj si co 2 tysice lat w ludzkich powokach by ponownie stawi czoa Piekielnym pomiotom...

... Ludzie ci posiadaj szcztkowe moce swoich poprzednich wciele by mc, z moj pomoc, stawi czoa tym bestiom. Niestety Ci ludzie nie widz o tym. yj spokojnie nie znajc swojej prawdziwej natury, bez wiedzy o swoich zdolnociach, a wszystkie przypadkowe uycia mocy traktuj jak niewytumaczalne zjawiska.
To jest wanie moje zadanie. Obudzi ich prawdziwe ja.
Jedcy Apokalipsy...nie tylko oni zagraaj temu wiatu. Maj oni swoje sugi: s to Legiony Mroku- bezwzgldne, plugawe stwory niszczce wszystko co ywe.
Demon- to czym jestem i z czym mam walczy. Paradoks spowodowany zerwaniem z natur boskiego anioa. Ukarany za swoje czyny i zepchnity do innego wiata. Moj wieczn pokut bdzie obrona tego co stworzy Bg a czego ja nie potrafiem uszanowa... ycie ktrym wrcz gardziem stao si moim odkupieniem. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale musz zrobi wszytko by moje zasugi spowodoway powrt na piedesta tu Boga.
Czemu opowiadam o tym wszystkim. Ot dlatego, e wanie teraz, kilka tysicy lat po pierwszym najedzie przekltych sug, na ziemi znowu moe zapanowa chaos. Pieczcie znowu zostaj otwarte. Gin Ci ktrzy zostali naznaczeni tym pitnem. Na ziemi znowu pojawi si jedcy, a wraz z nimi legiony.
Otwarto ju pierwsz piecz. Jeli zostan otwarte pozostae na ziemi zapanuje niewyobraalne dotd pieko. Pierwsze 4 spowoduj pojawienie si Jedcw, a otwarcie pozostaych moe spowodowa pojawienie si Legionw. Moe ale nie musi. Armia ta pojawi si dopiero wtedy, gdy jeden z czwrki ludzi ktrymi mam si opiekowa zostanie zabity, a jego serce zostanie powicone na otarzu piekielnym. Nie mog do tego dopuci. Musz, jako pierwszy, odnale t czwrk i pokona wysannikw Lucyfera. Zadanie to, tym bardziej jest trudne, poniewa wybracy s rozmieszczeni na czterech kontynentach ziemi. Ale to akurat jest atwiejsza sprawa. Gorsz rzecz jest to, e musz si przeprawi przez dolin piekieln, gdzie czyhaj na mnie sugusy diaba. Czas nagli. Musz ju wyrusza. Niech rozpocznie si ostateczna rozgrywka.
ta za sabe wanie e dobre


 

Powered by WordPress dla [WIEŻA WIDOKOWA JAGODA]. Design by Free WordPress Themes.